Przystanek dla wysiadających przy Barze Smok po zachodniej stronie Dworca Głównego w Krakowie. Na pierwszym planie autobus linii "130" relacji "Dworzec Gł. - Azory", popularny lub wręcz kultowy Ikarus. Obecnie w miejscy wykonanie tego zdjęcia znajduje się Galeria Krakowska i Hotel Andel's. W tle ul. Stanisława Worcella, którą przecina ul. Pawia. Brak śniegu może wskazywać na dodatnią temperaturę.
poniedziałek, 10 lutego 2014
dzień za dniem
Przystanek dla wysiadających przy Barze Smok po zachodniej stronie Dworca Głównego w Krakowie. Na pierwszym planie autobus linii "130" relacji "Dworzec Gł. - Azory", popularny lub wręcz kultowy Ikarus. Obecnie w miejscy wykonanie tego zdjęcia znajduje się Galeria Krakowska i Hotel Andel's. W tle ul. Stanisława Worcella, którą przecina ul. Pawia. Brak śniegu może wskazywać na dodatnią temperaturę.
czwartek, 23 sierpnia 2012
przegląd prasy
Gazeta Wyborcza 22.08.2012
Kilka dni temu zakończył się remont przejścia podziemnego łączącego plac Jana Nowaka Jeziorańskiego z krakowskimi Plantami. Nowy trakt pieszy przyciąga uwagę mieszkańców i turystów odwiedzających nasze miasto. Zachęca do przechodzenia i kusi ładnymi witrynami sklepów potencjalnych nabywców. Nie ma tu już półmroku, zaniedbanych budek z obuwiem, zdewastowanych znaków określających kierunek marszu i pseudo górali sprzedających brudne oscypki prosto z koszy postawionych na ziemi lub wprost z kieszeni spodni. Teraz jest po prostu ładnie i schludnie.
Niektórzy powiedzą, że taki zabieg odrestaurowania przejścia podziemnego i wybudowanie nowych pawilonów handlowych nie był dobrym ruchem. Wezmą oni w obronę sporą część osób, które wcześniej sprzedawały swe produkty w poniszczonych budkach, a teraz nie mają za co wynająć nowych pomieszczeń. I być może mają oni rację, chociaż wciąż przechodząc tą drogą można kupić zarówno torebki jak i buty. Co prawda mogą to być nowi najemcy lokali usługowych, ale z punktu widzenia potencjalnego klienta nic poza ładniejszym wnętrzem się nie zmieniło. Wciąż można polecić to miejsce wszystkim szukających okazji cenowych i lubiących dokonywać zakupów na świeżym powietrzu. Pozostaje tylko jeden problem, jaki podać adres komuś, kto nie mieszka w centrum lub jest spoza Krakowa.
Istnieje co najmniej kilka możliwości: tunel pod ulicą Basztową, Lubicz, Pawią lub Westerplatte, przejście podziemne łączące dworzec z Plantami, itp. itd. Stąd nasuwa się pytanie, czy miasto nie powinno nazwać w jakikolwiek sposób tego terenu, aby ułatwić mieszkańcom i przyjezdnym komunikację? Skoro mamy kładkę Bernatkę, to czy nie możemy mieć tunelu "Europejskiego" od pobliskiego hotelu, lub "Wołodkowiczów" od znajdującego się obok pałacu, w którym mieści się poczta. Zwarzywszy na planowane zmiany w nazewnictwie przystanków MPK w rejonie Dworca Głównego moment na wprowadzenie nowej nazwy jest wręcz idealny i od razu rozwiązuje obydwie kwestie. Mamy nazwany tunel, będący przejściem podziemnym i wprowadzamy do rozkładów jazdy komunikacji miejskiej zupełnie nowy przystanek, np. „Pasaż smoczy”, od legendarnego już Baru Smok.
Mamy również nową atrakcję turystyczną, będącą zagadką godną „Kodu Leonarda Da Vinci”. Gdzie zniknął „Dworzec Główny” oraz kiedy wykopano nowy tunel w Krakowie i to w samym centrum. W ten oto sposób miasto mogłoby upiec nie dwie, ale aż trzy pieczenie na jednym ogniu. Do tego w bardzo krótkim czasie, co w Krakowie nie zdarza się nader często (wystarczy popatrzeć w stronę „szkieletora” znajdującego się przy Rondzie Mogilskim).
piątek, 10 sierpnia 2012
przegląd prasy
Gazeta Wyborcza 10.08.2012
Każda zmiana nazwy przystanku oznacza dla nas spore koszty. Nawet jeśli zatrzymuje się przy nim niewiele linii autobusowych i tramwajowych. A przy Dworcu Głównym zatrzymuje się ich przecież około dwudziestu - przypomina MPK.
Chodzi o plany miejskich urzędników, którzy chcą zmiany nazwy przystanku u zbiegu ul. Westerplatte, Pawiej, Basztowej i Lubicz. Jak wyjaśniają, po oddaniu do użytku nowego dworca kolejowego, który powoli powstaje od strony Regionalnego Dworca Autobusowego, przystanek "Dworzec Główny" w dotychczasowym miejscu będzie dla pasażerów mylący. Dlatego urzędnicy Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu zaprosili mieszkańców do wyboru nowej nazwy. Przy zbieraniu propozycji uczestniczyła również "Gazeta". W mailach do redakcji często powtarzała się "Galeria Krakowska", choć były i takie nawiązujące do dotychczasowej nazwy przystanku jak np. "Stary Dworzec". Był też "Bar Smok".
Zgodnie z zapowiedziami ZIKiT-u nowa nazwa ma zostać wybrana w połowie sierpnia. Tym pomysłem nie jest jednak zachwycone MPK, dla którego zmiana będzie oznaczała wydatki. - Po zmianie będzie trzeba wymienić tabliczki z nazwami przystanków, tak samo jak rozkłady jazdy, na których pojawi się nowa nazwa. Do tego mamy w tramwajach głosowy system zapowiadania przystanków. Trzeba więc będzie nagrać nowe komunikaty i wprowadzić je do systemu. Zmiany trzeba będzie wprowadzić również w elektronicznych tablicach informacyjnych i mapach komunikacji miejskiej - wylicza Marek Gancarczyk, rzecznik prasowy MPK. - Same plany komunikacyjne będzie trzeba wymienić w około tysiąca pojazdów. Oczywiście to ZIKiT jest organizatorem miejskiego transportu i ma prawo podejmować takie decyzje. Mimo to zmiany na przystanku w pobliżu dotychczasowego dworca będą nas kosztowały około 11 tys. zł.
Moim zdaniem... Co to będzie się działa jak już wprowadzą nowe oznaczenia przystanków komunikacji miejskiej... Zanim jednak do tego dojdzie urzędnicy muszą wybrać nową nazwę dla tak ważnego miejsca komunikacyjnego jakim jest skrzyżowanie ulic Lubicz, Basztowej, Pawiej, Westerplatte. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to nazwa pochodzaca od molocha usytułowanego na dawnym dworcy PKS, czyli od Galerii Krakowskiej. Po cichu wierzę, że może ten węzeł przesiadkowy będzie sie nazywał: "plan jana nowaka jeziorańskiego" lub "lubicz poczta" ewentualnie z dużym sentymentem przyjmę nazwę "bar smok".
niedziela, 29 lipca 2012
przegląd prasy
Gazeta Wyborcza 28.07.2012
Jaka nazwa pojawi się na przystanku w miejsce obecnej: "Dworzec Główny"? Zaapelowaliśmy o przysyłanie swoich propozycji. Na adresy mailowe ZIKiT-u i naszej redakcji nadeszło ich już kilkadziesiąt!
Jesienią zostanie otwarty nowy dworzec kolejowy powstający od strony Regionalnego Dworca Autobusowego. I to właśnie tamtejszy przystanek od września będzie nosił nazwę "Dworzec Główny".
Obecny według propozycji zawartych w listach mógłby się natomiast nazywać np.: "Teatr im. Słowackiego" ("'Swoje' przystanki mają Bagatela i Ludowy, niech ma i Słowacki, najbardziej reprezentacyjny teatr w mieście" - uzasadnia Michał Szymonik), "Centrum", "Centrum Komunikacyjne", "Kraków Centralny", "Plac Jana Nowaka-Jeziorańskiego" ("Promuje nazwę placu - niech ludzie wreszcie się dowiedzą, jak to miejsce się nazywa" - przekonuje pan Krzysztof).
Proponowano także: "Stare Miasto", "Westerplatte", "Planty", "Tunel Miejski" (bo znajduje się tuż obok przejścia podziemnego). Pojawił się "Pałac Wołodkowiczów". Jak tłumaczy w liście Beata Majka, jest to "nazwa pochodząca od drugiej najstarszej budowli w tym rejonie i najbliżej starego Dworca, gdzie obecnie mieści się urząd pocztowy 53".
Wielu autorów apeluje, by zostawić w nazwie człon "Dworzec" ("Jego brak może wprowadzić zamieszanie, konsternację i wprowadzić w błąd, zwłaszcza turystów" - pisze "flukasz"). Stąd propozycje: "Stary Dworzec", "Dworzec Główny Galeria", "Dworzec Główny Poczta", "Stary Dworzec Główny" i pokrewne.
Rekordziści przysyłają po kilkanaście propozycji (jak Maciej Kowacz, który zgłosił m.in. nazwy: "Lubicz Poczta", "Plac Kolejowy Stary", "Trakt Turystyczny", "Podziemie Główne", "Przesiadkowy", "Krakowskich Wieszczy", "Krakowski Szlak", "Wisławy Szymborskiej").
Propozycje padają także na naszym internetowym forum. "Nie może być ani Plac, ani Teatr, bo jedna strona zawsze traci. Musi być Przejście Podziemne prowadzące z Plant na Dworzec (i odwrotnie), w skrócie PPPPD (PPPPDP)" - dowodzi internauta "es". A inni proponują: "Centusiowo Centrum" i "Plac im. Baru Smok"...
Moim zdaniem... Uważam, że nowy przystanek powinien nosić nazwę pl. Jana Nowaka-jeziorańskiego, gdyż pierwotnie obszar ten miał być niejako nowym Ryniem Głównym. To tu miały się odbywać imprezy masowe i ważne wydarzenia kulturalne. Uświadommy mieszkańcom Krakowa, że mamy taki plac, takie miejsce w naszym mieście.
poniedziałek, 27 lutego 2012
przegląd prasy
Dziennik Polski 27.02.2012
Jeszcze nie wszystko jednak stracone, gdyż w naszym kraju wybuchła moda na ratowanie "świecących napisów" z dawnych lat. Czy dotrze ona także do Krakowa?
W najlepszym dla neonów okresie, czyli w latach 60. i 70. minionego wieku, niemal każdy sklep, kawiarnię, bibliotekę czy dom handlowy ozdabiały świecące litery. Najbardziej reprezentacyjne miejsca miasta spowijało do kilkuset metrów (sic!) rurek wypełnionych neonem i argonem. "Jubilatka", "Tkaniny", "Ciżemka", "Filatelistyka" czy hotele - przykłady można mnożyć.
Większość od dawna nie świeci. Znikają jeden po drugim, często razem z budynkami. Tak los mógł spotkać neon (a raczej jego pozostałości) ze słynnego baru "Smok" w okolicach krakowskiego Dworca Głównego. Resztki metalowej konstrukcji miały zostać zniszczone w 2004 roku, ponieważ napis "nie stanowi dobra kultury podlegającego ochronie". Wspólna komisja miasta i inwestora uznała, że emblemat reklamowy wiszący na barze znajduje się w bardzo złym stanie technicznym. W końcu magistratowi - pod wpływem opinii publicznej - udało się znaleźć firmę, która zdemontowała napis.
Problem w tym, że po kilku latach nikt nie jest w stanie nam powiedzieć, gdzie się teraz znajduje "Smok". Od kilku dni próbujemy bezskutecznie to ustalić. A tymczasem to jeden z najcenniejszych przykładów neonów krakowskich. Zaprojektował go Adam Marczyński, profesor krakowskiej ASP, związany z Grupą Krakowską.
Więcej szczęścia miał neon kina Wanda przy ul. Gertrudy, które przegrało rynkową walkę z multipleksami. Ponieważ fasada (wraz z napisem) uznana została za zabytek - neon przetrwał.
Do projektowania "mówiących świateł" zatrudniano znanych artystów, m.in. Tadeusza Gronowskiego czy Eryka Lipińskiego. Często łamali oni kanony, eksperymentowali z liternictwem. Świecący napis PZU miał wyrażać stabilność, a "Koleje Radzieckie" - ruch i szybkość. Stary neon hotelu Cracovia - napisany czcionką szeryfową, podobną do maszynowej - miał kojarzyć się z elegancją i nowoczesnością, a litery z napisu "Hotel Europejski" miały mieć w sobie posmak dawnego luksusu.
W kontekście historii napisu z baru "Smok" na ironię zakrawa fakt, że neony z czasów PRL-u przeżywają właśnie drugą młodość, która zaczęła się od... akcji artystycznej!
Paulina Ołowska w maju 2006 roku zorganizowała happening i odrestaurowała neon "Siatkarka", projekt znanego grafika Jana Mucharskiego z 1960 r. Później artystka odtworzyła na potrzeby wystawy w Kunsthaus w Grazu nieistniejące już "świecące napisy" Warszawy.
Z kolei niedawno w Bunkrze Sztuki, oglądaliśmy neon "Nowe życie" na wystawie "Nadzwyczaj (nie)udane dzieło" Elżbiety Jabłońskiej. To pochodzący z lat 70. napis znaleziony przez artystkę w podbydgoskiej wsi. Kiedyś świecił w... pegeerze.
- W latach 90. wszystko, co kojarzyło się z PRL-em, było skrzętnie niszczone - jako wstydliwy dowód podporządkowania się systemowi. Przez to doświadczenie wiele osób nie dostrzega, że w tamtych latach mieliśmy naprawdę dobre wzornictwo, nowoczesne. Neony są tego najlepszym przykładem - twierdzi Tomasz Fudala, kurator Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, które do swoich zbiorów włączyło neon stołecznego kina Skarpa jako przykład wzornictwa lat 60. ubiegłego wieku.
Twórców nie krępowały żadne przestrzenne ograniczenia - świetliste napisy mogły mieć wysokość kilku pięter! Neony powstawały wraz architekturą budynków jako ich harmonijne uzupełnienie. - Dzisiaj zatraciliśmy respekt dla nadzoru architektonicznego nad miejską przestrzenią. Jesteśmy atakowani przez nachalne reklamy z każdej strony. I tu czegoś mogą nas nauczyć stare neony - zaznacza Tomasz Fudala.
piątek, 26 sierpnia 2011
czy mnie jeszcze pamiętasz
Bar Smok… czy mnie jeszcze pamiętasz? Oczywiście, że tak… i to jak!!!
Miejsce niemal kultowe, największa atrakcja obok Kościoła Mariackiego, czy Wawelu. Był nie tylko barem mlecznym, stał się symbolem PRL-u i ówczesnym meeting point’em dla wielu krakowian. Ulokowany pomiędzy dworcem PKP i PKS był ciągle oblegany przez podróżnych jak i krakowian. Wyśmienity bigos i grochówka były daniami popisowymi, które szybko znikały z talerzy. Liczni bezdomni byli niemal plagą tego miejsca i często zdarzało się, że komuś nagle ginął jego posiłek, albo widział jak znika w gardle jakiegoś kloszarda.
Dla mnie jednak miejsce to będzie się kojarzyć zawsze z zakupami. I nie chodzi mi o nocny sklep ogólnospożywczy i monopolowy, ale o kiosk ulokowany tuż przy wejściu do baru. Pamiętam dokładnie, gdy chodząc do podstawówki kupiłem w nim za swoje ciężko składane złotówki pierwszy zegarek. Ach cóż to było za cudo! Brązowy skórzany pasek, brązowa tarcza, srebrne wskazówki i koperta, a pośrodku trzy stopery i ten napis – Camel. Do dziś jak przypominam sobie tę chwilę, aż łezka kręci się w oku. To były czasy…
Jak dziś wygląda Bar Smok? Ewoluował w Galerię Krakowską, co można odebrać jako ogromny sukces, albo największą porażkę. Jako relikt PRL-u był klasykiem architektury ówczesnej Polski, obecna galeria to betonowy klocek i nic więcej. Choć trzeba przyznać, że tuż po otwarciu tego molocha przez jakiś czas funkcjonował Bar Smok i był to nad wyraz ciekawy pomysł kontynuacji tradycji tej krakowskiej jadłodajni, niestety we współczesnym Krakowie zabrakło miejsca dla takiego miejsca i z czasem został całkowicie zlikwidowany. Czy była to słuszna decyzja? Chyba tak, teraz mamy przynajmniej o czym pisać i opowiadać. Mamy nową krakowską legendę.
Zdjęcie z 08.05.2003 zaczerpnięte z portalu - tamteczasy.pl



