Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzielnica wesoła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzielnica wesoła. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 sierpnia 2014

przegląd prasy

Gazeta Wyborcza 4.08.2014

Coraz więcej konkretów w sprawie budowy linii tramwajowej z Mistrzejowic do centrum Krakowa.

O bezpośrednim tramwajowym połączeniu Mistrzejowic ze ścisłym centrum Krakowa mówi się od dawna. Pierwsze koncepcje pojawiły się ćwierć wieku temu. Wtedy jednak dominowała myśl, by trasa z Mistrzejowic stanowiła połączenie z istniejącą pętlą przy cmentarzu Rakowickim. Projektu nawet nie zaczęto realizować. Podstawową przeszkodą okazały się problemy z przejmowaniem gruntów potrzebnych do budowy tej linii - najwybitniejszym przykładem jest działka w rejonie ul. Radomskiej, która ma ok. 600 właścicieli. Nie opłaca im się przeprowadzać postępowania spadkowego, by podzielić się odszkodowaniem od miasta, bo jego wartość będzie niższa niż koszty ustalenia udziałów. Bez tego zaś gmina nie może sprawnie przejąć terenu.

poniedziałek, 7 lipca 2014

przegląd prasy

Dziennik Polski 5.07.2014

Tuż po wakacjach krakowska strefa płatnego parkowania po raz kolejny ma zostać poszerzona m.in. o Dębniki. Tym samym całe centrum Krakowa będzie objęte płatnym parkowaniem. W najbliższym czasie radni rozważą możliwość skopiowania rozwiązania z Wielunia (miasto w woj. łódzkim), które umożliwi kobietom w ciąży bezpłatne parkowanie.

Po przedstawieniu zaświadczenia od lekarza otrzymują one od straży miejskiej specjalne karty uprawniające do pozostawiania samochodów bezpłatnie. Postanowiliśmy więc powalczyć o to, aby również w Krakowie było podobnie.

wtorek, 11 lutego 2014

przegląd prasy

Gazeta Krakowska 10.02.2014

Już są! Statystyki popełniania przestępstw w poszczególnych dzielnicach Krakowa. Co prawda nie możemy zaprezentować ich dla naszej historycznej już "Dzielnicy Wesołej", ale zamieszczamy statystyki dla Dzielnicy II w skład której wchodzi nasza ukochana Wesoła.

Jak widać na zamieszczonym obok zestawieniu najwięcej w naszej okolicy jest kradzieży z włamaniem i przypadków narkotyzowania się. Cieszyć może natomiast brak zabójstw.

wtorek, 4 lutego 2014

fotoNEWS & interNET


planowanie.um.krakow.pl

Mamy dzisiaj dla Was ciekawostkę. Zestawiliśmy zdjęcia satelitarne naszej dzielnicy z 1965 r. i z 2009 r. Jak widać wiele się zmieniło. Czy są to zmiany na korzyść? Oceńcie Sami.

Czekamy na Wasze komentarze pod adresem: rakowicka@gmail.com

szybki news

Gazeta Krakowska 2.04.2014

Od soboty trwa przebudowa torowiska w ciągu ul. Mogilskiej. Zamknięto ją dla tramwajów i ograniczono ruch do jednego pasa w każdym kierunku. Nasi czytelnicy zgłaszają, że mimo weekendu zaraz po zmianie organizacji ruchu na Mogilskiej utworzyły się korki. Mają także wiele uwag do funkcjonowania komunikacji zastępczej.

Gazeta Krakowska 3.02.2014

Samochody przejeżdżają ul. Mogilską płynnie. Jednak pasażerowie autobusów mogą mieć problem – pojazdy są przepełnione. Kierowcom skończyły się także bilety, a w pojazdach nie ma biletomatów. Od rana obserwujemy co dzieje się na Mogilskiej, gdzie od soboty trwa przebudowa.

Dziennik Polski 3.02.2014

- Rozpoczął się remont ul. Mogilskiej. Może nie będzie jednak tak źle z płynnością ruchu, bowiem przy tej ulicy znajduje się komenda policji. Funkcjonariusze zadbają o rozładowanie korków?

- Remontowana jest jedna z najważniejszych arterii komunikacyjnych w Krakowie. Nie ma takiej siły, osoby, która jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki spowoduje, że korków nie będzie - mówi podinspektor Krzysztof Burdak, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Policji w Krakowie.

Dziennik Polski 4.02.2014

Trwa ogromne zamieszanie związane z poszerzeniem strefy płatnego parkowania. Mieszkańcy meldują się w centrum tylko po to, aby kupić tańsze abonamenty na postój. Natomiast kierowcy skarżą się na niejasne oznakowania i brak szczegółowych informacji o możliwości odzyskania pieniędzy za wykupione abonamenty na luty.

Dziennik Polski 4.02.2014

Już pierwszy roboczy dzień funkcjonowania komunikacji zastępczej od ronda Mogilskiego w stronę Nowej Huty pokazał, na jak duże utrudnienia muszą przygotować się pasażerowie. Podróżni tłoczyli się w małych, przeładowanych i zniszczonych autobusach. Pojawił się też problem m.in. z zakupem biletów. Tymczasem urzędnicy twierdzą, że sytuacja jest opanowana i nie ma powodów do narzekania.

poniedziałek, 3 lutego 2014

szybki news

Dziennik Polski 31.01.2014

Rusza remont ul. Mogilskiej.

- Nie ma się co okłamywać. Utrudnienia w ruchu będą. Musimy się z tym problemem zmierzyć - mówi podinspektor Krzysztof Burdak, naczelnik krakowskiej drogówki. - Postaramy się upłynniać ruch, na ile się da. Zdecydowanie będziemy jednak polecać komunikację zbiorową, mającą pierwszeństwo - dodaje.

Dziennik Polski 30.01.2014

Nowa strefa płatnego parkowania.

Krakowscy urzędnicy szacowali, że w nowej strefie jest ok. 25 tysięcy mieszkańców. Okazało się jednak, że w ostatnim czasie domeldowało się na tym terenie ok. 11 tys. osób!

szybki news

Gazeta Wyborcza 29.01.2014

Rozszerzenie strefy płatnego parkowania wejdzie w życie miesiąc później - od 1 marca. Ważność wykupionych już abonamentów postojowych zostanie wydłużona o niewykorzystane w lutym dni.

Gazeta Krakowska 29.01.2014

Strefa płatnego parkowania poszerzy się dopiero 1 marca, a nie 1 lutego, jak zapowiadały władze Krakowa. Radni chcą, by urzędnicy nadgonili opóźniające się prace przy stawianiu parkomatów i oznakowania, a mieszkańcy mieli więcej czasu na zdobycie abonamentów postojowych i przygotowanie się do nowych przepisów, które się zmienią.

Gazeta Wyborcza 30.01.2014

Nie będzie rozszerzenia strefy płatnego parkowania w lutym. Decyzją krakowskich radnych nowe obszary dołączą do niej dopiero z początkiem marca.

- Zwłoka pozwoli służbom na lepsze przygotowanie się do wprowadzenia zmian - argumentował przewodniczący rady Bogusław Kośmider, który złożył poprawkę przesuwającą termin rozszerzenia. Radni podzielili jego zdanie mimo deklaracji urzędników, że strefa bez problemu może ruszyć za kilka dni. - Jesteśmy gotowi - mówił Jerzy Marcinko, dyrektor Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. - 85 proc. oznakowania już jest na ulicach. 100 parkomatów czeka na montaż w magazynach, a kolejne 100 dotrze do Krakowa w czwartek. Połowa z 400 automatów mogłaby zatem funkcjonować od 3 lutego, a resztę strefy obsługiwałoby 24 kontrolerów, których już zatrudnił wykonawca - przekonywał.

szybki news

Gazeta Krakowska 27.01.2014

Jeden z naszych Czytelników pyta czy parkomaty, które staną w rozszerzonej od 1 lutego strefie płatnego parkowania (SPP), będą wydawały resztę. Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu odpowiada, że nie. Płacąc za parkowanie w nowej strefie, kierowcy będą musieli za to... wpisać numer rejestracyjny swojego pojazdu.

Dziennik Polski 27.01.2014

Radni są gotowi, aby rozszerzenie strefy płatnego parkowania o Stare Podgórze, część Grzegórzek, Krowodrzy i Zwierzyńca przesunąć z 1 lutego na 1 marca. Dzięki temu miasto uniknęłoby wprowadzenia nieprzygotowanych zmian i pretensji ze strony kierowców.

niedziela, 2 lutego 2014

szybki news

Dziennik Polski 24.01.2014

Od lutego każdy mieszkaniec strefy płatnego postoju będzie płacił za abonament tyle samo - 10 zł. Teraz opłaty są zróżnicowane. Sąd uznał, że to nierówne traktowanie. Jeżeli nowe zasady uchwali Rada Miasta, to urzędnicy będą obserwować, czy nagle nie zacznie rosnąć liczba zameldowanych w centrum.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

przegląd prasy

Dziennik Polski 23.12.2013 & Gazeta Krakowska 23.12.2013

Do końca tego roku ma się zakończyć budowa nowoczesnego dworca podziemnego PKP w Krakowie. Potem będą odbiory techniczne całej inwestycji. Pierwsi pasażerowie mają korzystać z nowego obiektu w marcu przyszłego roku. Wtedy też zamknięty zostanie dla podróżnych stary zabytkowy budynek dworca przy pl. Jana Nowaka Jeziorańskiego. I zupełnie zmieni swoją funkcję.

Jarosław Bator, dyrektor zarządzający ds. nieruchomości PKP SA po raz pierwszy oficjalnie mówi, że zamiast kolejowych kas i poczekalni mogą się tam pojawić sale kinowe.

- Z naszych analiz wynika, że jest to technicznie możliwe. Oczywiście, musimy się przede wszystkim dogadać z jakimś operatorem, który to kino chciałby poprowadzić - tłumaczy Bator. Zaznacza jednak od razu, że rozmowy już trwają. - W Polsce nie ma wielu operatorów kinowych, wysłaliśmy więc zapytania do wszystkich. Trzy największe firmy to Cinema City, Multikino i Helios. Przynajmniej jedna z nich jest mocno zainteresowana - przyznaje Jarosław Bator.

Na zmianę sposobu użytkowania dworca zgodę musi wyrazić wojewódzki konserwator zabytków. Pełniący tę funkcję Jan Janczykowski przyznaje, że nie dostał jeszcze od kolejarzy żadnego konkretnego wniosku. Pomysł mu się podoba. - Oczywiście, użytkownik musiałby odpowiednio izolować sale kinowe przed hałasem pociągów. Kino można byłoby urządzić w głównych salach. Trzeba wtedy zdecydować, co z pomieszczeniami na górze - mówi Jan Janczykowski. - Dworzec w poziomie parteru powinien być dostępny publicznie. To przecież jeden z ważniejszych budynków w mieście, reprezentacyjny - argumentuje konserwator.

Kolejarze z PKP SA twierdzą, że jeśli dojdzie do porozumienia z operatorami i konserwatorem, kino zaczęłoby działać w zabytkowym budynku w 2015 r. - W 2014 r. musielibyśmy uzyskać wszystkie decyzje administracyjne i zgody na ewentualne przeróbki wewnątrz tego zabytku - wyjaśnia Jarosław Bator. - Poza tym przenoszenie obsługi pasażerów do dworca podziemnego musi być płynne, na pewno z dnia na dzień nie zamkniemy wszystkich kas w miejscu, w którym są obecnie, bo spowodowałoby to chaos i dezorientację wśród podróżnych - dodaje dyrektor zarządzający ds. nieruchomości PKP SA.

Gdyby jednak pojawiły się zbyt duże komplikacje przy organizowaniu na dworcu kina, kolejarze mają drugą opcję i w zabytkowym budynku urządzą po prostu biura.

Warto dodać, że pomysł kina na dworcu nie jest nowy. Od 1947 przez ponad 60 lat filmy wyświetlane były w budynku Dworca Gł. PKP we Wrocławiu. O popularności tego kina może świadczyć fakt, że odwiedziło je łącznie ponad siedem milionów widzów. Zamknięte zostało dopiero w 2010 r. w związku z generalnym remontem dworca.

Uroczyste otwarcie budynku dworca PKP w Krakowie i jednocześnie uruchomienie linii kolejowej z Krakowa do Mysłowic miało miejsce 13 października 1847 roku. Obiekt jak na tamte czasy był tak okazały, że zazdrościła nam go cała Europa.

Zanim rozpoczęła się budowa, trwały długie rozmowy dotyczące wyboru odpowiedniego miejsca dla krakowskiego dworca kolejowego. Pod uwagę brano m.in. puste przestrzenie u wylotu ul. Długiej, na samej granicy ówczesnego Krakowa.

Ostatecznie jednak Towarzystwo Kolejowe postanowiło kupić duży teren w dzielnicy Wesoła, znajdujący się między ogrodem Strzeleckim,

piątek, 5 października 2012

przegląd prasy


Dziennik Polski 5.10.2012

W Krakowie mieszkają obecnie 701 734 osoby. Tak przynajmniej wynika z rejestru osób zameldowanych w stolicy Małopolski na pobyt stały oraz rejestru wyborców. Dwa lata temu liczba mieszkańców była o 1719 osób większa, ale wtedy nie brano pod uwagę osób z rejestru wyborców. Rzeczywisty spadek jest więc jeszcze większy.

- To dziwne, bo przecież wszystkie dane pokazują, że liczba mieszkańców naszego miasta rośnie - mówi prezydent Krakowa Jacek Majchrowski. Jego zdaniem to kolejny przykład na to, że liczby na papierze nie oddają rzeczywistości.

Wg danych urzędowych liczba mieszkańców naszej dzielnicy II spadła o prawie tysiąc osób. Czym to jest spowodowane? Wystarczy przejść się po Wesołej i zobaczyć ile kamienic to budynki mieszkalne, a ile z nich to biurowce, hostele czy hotele. Ratunkiem dla dzielnicy jest oddanie w najbliższym czasie kilku inwestycji typowo mieszkalnych w tym kompleksu Apartamenty Novum przy ul. Rakowickiej.

sobota, 2 czerwca 2012

szybki news

Dziennik Polski 1.06.2012

W latach 2013- 2014 dzielnice będą mogły się starać o dodatkowe pieniądze w ramach konkursu. Radni chcą, aby prezydent do października tego roku przedstawił uchwałę w tej sprawie.

Konkurs dla dzielnic organizowany był do roku 2010. Jego przywrócenia chce Komisja ds. Reformy Ustroju Samorządowego, Współpracy i Dialogu Społecznego. Pomysł już poparło 12 z 18 krakowskich dzielnic. Jeszcze w tym miesiącu Rada Miasta zobowiąże prezydenta do ustalenia zasad konkursu i wysokości nagród.

- Zamierzamy nieco zmienić formułę konkursu - zaznacza Dominik Jaśkowiec, radny z Platformy Obywatelskiej. - Do tej pory w konkursach nagradzano tylko projekty inwestycyjne. W nowej formule - oprócz inwestycji - nagradzane byłyby także projekty miękkie, których celem jest aktywizacja środowisk lokalnych.

W tej drugiej kategorii dofinansowane byłyby najlepsze pomysły m.in. w zakresie pomocy społecznej, organizacji wypoczynku dzieci oraz współpracy z organizacjami pozarządowymi.

poniedziałek, 6 lutego 2012

przegląd prasy


Gazeta Wyborcza 6.02.2012

Prywatne getto w centrum Krakowa

Z oburzeniem obserwuję plany zabudowy części obszaru pomiędzy cmentarzem Rakowickim, ul. Rakowicką i ul. Wita Stwosza. Jest to chyba ostatni tak duży teren znajdujący się w tak bliskiej odległości od Rynku. W dodatku jest to część tzw. Nowego Miasta - dzielnicy, która miała stać się dumą współczesnego Krakowa.

Wydaje się zatem oczywiste, że taka lokalizacja działki powinna wymusić na inwestorze godziwe jej zagospodarowanie, zarówno wysokiej klasy architekturą, jak i urbanistyką. Co tymczasem proponuje nam deweloper Hines w ramach inwestycji szumnie nazwanej "Apartamenty Novum"? O ile sama architektura nie budzi większych zastrzeżeń, choć jest mocno przeciętna, o tyle zaprojektowana urbanistyka jest skandaliczna. Zamiast eleganckiej, pierzejowej zabudowy z wysokiej jakości przestrzenią publiczną, zaplanowano osiedle bloków rodem z Ruczaju czy Górki Narodowej. W dodatku, co istotne, będzie to osiedle zamknięte! Wniosek nasuwa się prosty: zamiast fragmentu miasta na miarę XXI wieku, zaproponowano nam zamknięte, dostępne jedynie dla mieszkańców getto. W tym kontekście ponurą ironią wydaje się deklaracja, jaką inwestor umieścił na swojej stronie internetowej: "Dzisiejsza pozycja firmy jest wynikiem dbałości o jakość projektów architektonicznych, rozwiązań inżynieryjnych i budowlanych oraz szacunku dla środowiska naturalnego". Nie bez znaczenia jest jednak też wina miasta, które szumnie ogłaszając budowę Nowego Miasta, nie zadbało o przygotowanie dla tego terenu Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego. Efekty tej nieudolności wszyscy będziemy mogli zobaczyć już wkrótce, po zakończeniu inwestycji - albo i nie, wszak będzie to osiedle zamknięte.

Czytelnik



Moim zdaniem... To istne nieporozumienie!!! Kto pozwolił na budowę czegoś takiego w samym sercu Krakowa. Takie bloki można budować na obrzeżach miasta, ale nie w sąsiedztwie Rynku Głównego.

Link do strony inwestora: apartamentynovum.pl

niedziela, 5 lutego 2012

interNET






Wielki świat mody powraca na Wesołą!!! Tym razem za sprawą krakowskiej marki Misbehave, która zdjęcia do swoich kolekcji ubrań robi właśnie na terenie naszej dzielnicy, a dokładniej na parkingu Galerii Krakowskiej. Jak wyszło? Oceńcie sami!

Link do strony firmy: misbhv.com

sobota, 21 stycznia 2012

przegląd prasy


Gazeta Wyborcza 21.01.2012

Mieszkańcy centrum Krakowa, którym pracodawca użyczył firmowy samochód, mogą mieć spore problemy z parkowaniem pod domem bez wykupywania drogiego abonamentu postojowego.

Przekonał się o tym Grzegorz Polak, nasz czytelnik. W liście do "Gazety" pisze: "By użyczyć komuś samochód, potrzebny jest od niedawna akt notarialny, co wynika z przepisów uchwalonych w ubiegłym roku przez miejskich radnych. Okazało się jednak, że w przypadku korzystania z samochodu firmowego przez mieszkańca strefy, sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Firma, dla której pracuję, wzięła samochód w leasing, więc nie mam szansy na tani abonament. W biurze strefy płatnego parkowania poradzono mi więc, by to pracodawca wykupił dla mnie abonament, który kosztuje 250 zł miesięcznie. Czy pracodawca ma mi odliczyć te pieniądze od wypłaty? Przecież to kompletnie kuriozalna sytuacja" - oburza się Grzegorz Polak.

Komentarz "gazety"

Przez swój zapał w "zwalczaniu nieprawidłowości" urzędnicy znacznie ograniczyli dostęp do abonamentów parkingowych. Wiele wskazuje jednak na to, że przy okazji wylali dziecko z kąpielą.

Coraz częściej okazuje się bowiem, że tanie abonamenty są niedostępne nie tylko dla kierowców, którzy próbowali je zwyczajnie wyłudzać, ale również dla tych, którym zgodnie z wszelką logiką takie zniżki za parkowanie powinny przysługiwać.

Mnożenie biurokratycznych procedur przy uzyskiwaniu taniego abonamentu postojowego może skutecznie zniechęcić do tego kierowców. I być może o to właśnie chodzi. Prawdziwą nieprawidłowością jest jednak stawianie przed kierowcami szeregu urzędniczych przeszkód i zmuszanie do udowodnienia, że nie są oszustami.



Moim zdaniem... Żyjemy w dziwnych czasach. Miasto trąbi, że nie ma pieniędzy na kulturę, że budżet się nie domyka, a taka prosta sprawa jak strefa płatnego parkowania nie nabija kasy. Nie ma opłat za parkowanie w weekendy, co moim zdaniem jest wielkim błędem. Ponadto w przypadku zwłaszcza stref P1 i P2 powinno się wydłużyć czas płatnego postoju do 22, bo większość samochodów parkujących wieczorem w obrębie rynku i Kazimierza to "imprezowicze". Odnośnie natomiast sprawy z firmowymi samochodami to mam mieszane uczucia. Podstawowe pytanie czy Pan Grzegorz korzysta tylko z jednego samochodu, który dał mu pracodawca, czy posiada jeszcze prywatne auto. Bo jeśli ma dwa samochody lub więcej to sprawa jest prosta i powinien płacić.

piątek, 20 stycznia 2012

przegląd prasy


Dziennik Polski 20.01.2012

- Jestem za tym, aby rozszerzyć okres pobiera opłat w strefie parkowania także o sobotę. Zgodnie z polityką transportową miasta na tym powinno się zarabiać. Większych pieniędzy powinno się szukać w takich rozwiązaniach, a nie w podwyższaniu cen biletów w komunikacji zbiorowej - uważa Stanisław Albricht, szef pracowni "Altrans", w której opracowano wiele projektów transportowych dla miasta.

Nasz tekst o pomyśle powrotu do pobierania opłat w soboty w strefie płatnego parkowania wywołał ożywioną dyskusję. Przypomnijmy, że o takie rozwiązanie wnioskuje coraz więcej mieszkańców centrum, którzy mają problem z zaparkowaniem swoich samochodów pomimo wykupionego abonamentu postojowego.

Pisaliśmy o tym już wcześniej: 19.01.2012

czwartek, 19 stycznia 2012

przegląd prasy


Dziennik Polski 19.01.2012

Płatne parkowanie za postój w centrum Krakowa także w soboty? Takie rozwiązanie sugeruje coraz więcej mieszkańców Śródmieścia. Zwracają uwagę na to, że w weekendy coraz trudniej im zaparkować przed własnymi domami.

Przedstawiciele władz miasta przyznają, że rozszerzanie strefy jest konsekwencją wniosków krakowian. Jeżeli będą one coraz mocniejsze, to może dojść do zmian - pod warunkiem, że zgodzą się na to radni. Miasto nie zamierza natomiast obniżyć opłat za abonamenty dla mieszkańców strefy, w której płaci się cztery razy więcej niż w Warszawie.



Moim zdaniem... Fakty mówią same za siebie. Znalezienia miejsca w strefie "P3" w okolicy Uniwersytetu Ekonomicznego podczas trwania weekendu graniczy z cudem. Biedni studenci zajmują wszystkie miejsca. Dlaczego więc oni nie płacą i stoją, a my mieszkańcy płacimy i bywa, że nie mamy gdzie zostawić samochodu??? Skoro studenta stać na samochód i studia zaoczne niech płaci za miejsce postojowe!!! Weekendy powinny być płatne!!!

wtorek, 17 stycznia 2012

przegląd prasy


Dziennik Polski 17.01.2012

W wielu miejscach w ścisłym centrum miasta można zostawić samochód, nic nie płacąc. Dlaczego? Bo w strefie płatnego parkowania brakuje odpowiednich znaków.

Miasto traci na tym nawet kilka tysięcy złotych miesięcznie. Zbulwersowani tą sytuacją są mieszkańcy, którzy regularnie opłacają swoje abonamenty.

Pobór opłat w podstrefach P1, P2 i P3 jest możliwy tylko w miejscach objętych znakami D-18 (wyznacza początek parkingu) i D-18 (koniec parkingu). Poza nimi kontrolerzy strefy nie wystawiają bloczków z podwyższoną opłatą. Wielu kierowców wykorzystuje to, parkując tuż przed znakiem D-18 lub zaraz za D-18 "koniec". Zwykle jest tam miejsce na pozostawienie auta. Straż Miejska nie zakłada blokad na koła samochodów parkujących w takich miejscach. - Musi być znak drogowy, żeby straż mogła sprawdzić, czy kierowca zaparkował zgodnie z prawem. A skoro nie ma znaku zakazu, parkowanie teoretycznie jest możliwe - podkreśla Marek Anioł, rzecznik prasowy Straży Miejskiej.

Na bałaganie związanym z brakiem znaków drogowych cierpią mieszkańcy, którzy opłacają abonamenty. - Płacimy za parkowanie tylko dlatego, że mieszkamy w centrum. A jeśli kierowca jest bardziej sprytny, bez problemu może zostawić samochód praktycznie w środku miasta, nie wydając nawet złotówki - twierdzi pan Michał, mieszkaniec centrum Krakowa.

- Podobny problem został już rozwiązany m.in. na ul. Lubicz przy ul. Radziwiłłowskiej. Kilka miesięcy temu ustawiono tam znak zakazu postoju (B-35) i problem parkowania na tym odcinku niemal zniknął - twierdzi Marcin Żupnik, mieszkaniec Krowodrzy.

Dodatkowo przy ul. Lubicz nad przestrzeganiem nowych przepisów czuwają sami mieszkańcy. Gdy tylko ktoś nielegalnie zaparkuje, dzwonią po Straż Miejską.

Problem parkowania zbyt blisko skrzyżowań rozwiązano też na ul. Studenckiej przy Podwalu. Postawiono tam barierkę uniemożliwiającą wjazd na chodnik. Ukrócono także parkowanie na przystanku linii "2" przy ul. Rakowickiej. Odkąd postawiono tam znak "zakaz zatrzymywania", nie ma już parkujących samochodów. - Takich rozwiązań powinno być więcej - podkreśla Adam Kubik, mieszkaniec kamienicy przy ul. Rakowickiej.

Tymczasem urzędnicy z Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu, którzy odpowiadają za odpowiednie oznakowanie strefy płatnego parkowania, dziwią się, że mieszkańców poszczególnych podstref irytują parkujący za darmo kierowcy. Zapewniają jednak, że jak najszybciej zajmą się ich skargami.

- Wszystkie wymienione przez mieszkańców miejsca, gdzie kierowcy za darmo stawiają samochody, przesłaliśmy do działu inżynierii ruchu. Skrupulatnie sprawdzimy, jak poprawić oznakowanie - tak, aby wykluczyć opisane precedensy. Niewykluczone, że w kilku przypadkach może to być sprawa przesunięcia znaku - twierdzi Michał Pyclik z ZIKiT.

Jednocześnie dodaje, że ZIKiT jest przeciwny stawianiu znaków zakazu postoju. - Z reguły ustawiamy je przy głównych drogach, gdzie kursuje komunikacja miejska. Nie ma potrzeby stawiania ich tam, gdzie parkowanie uniemożliwiają ogólne przepisy drogowe - mówi.

środa, 28 grudnia 2011

z archiwum






Niniejszym tekstem chcieliśmy zapoczątkować nowy dział w naszym wirtualnym serwisie. Ma to być cykl, który będzie odsłaniał i prezentował wszystkim informacje z prasy i z książek, które opublikowano przed latami. Dlaczego zatem prezentować coś co już zaistniało w świadomości społecznej? Bo nie wszyscy zdążyli zapoznać się z jakąś informacją, ktoś kupił ostatni egzemplarz gazety w kiosku, itp. itd. Na początek chcemy zaprezentować wywiad z Krzysztofem Leśnodorskim, architektem, twórcą "szkieletora" i człowiekiem, który miał budować krakowski Manhattan. Życzymy miłej lektury.

Gazeta Wyborcza 30.01.2009

Dawid Hajok: O tym, że został Pan architektem, zdecydowały tradycje rodzinne?

Krzysztof Leśnodorski: Niewątpliwie były istotne, ale nie tylko to było źródłem moich zainteresowań, które spowodowały, że zdecydowałem się zdawać na Wydział Architektury na Politechnice Krakowskiej. Dostałem się, skończyłem studia i od tej pory pracuję w tym zawodzie, również jako nauczyciel akademicki.

Budynek NOT-u był pierwszy Pańskim projektem realizacyjnym?

- Tak. Kiedy startowaliśmy do konkursu na ten obiekt, byłem młodym asystentem. Niemal zaraz po studiach, po dyplomie. Robiłem równocześnie inne, mniejsze rzeczy, ale z istotnych prac był to bez wątpienia pierwszy liczący się projekt realizacyjny. Cały czas pracowałem też na uczelni. W tamtym okresie jedyną szansą na wybicie się ponad przeciętną był start w konkursie. Z tym, że bardzo wiele z tych prac nie było, niestety, realizowanych - mówimy o przełomie lat 60. i 70. W każdym razie kiedy ogłoszono konkurs na budynek NOT-u, Zdzisław Arct, wówczas docent, z którym pracowałem w jednej katedrze na Politechnice Krakowskiej, zaproponował mi, żebyśmy razem zrobili ten projekt.

Dlaczego właśnie Panu złożył propozycję?

- Trudno powiedzieć. Myślę, że istotną role odegrała tu ogólnokrajowa Nagroda im. Skrypija i Nowickiego, przyznawana wówczas za najlepszy dyplom na Wydziałach Architektury w Polsce w danym roku. Była to nagroda niesłychanie prestiżowa w tamtych czasach. I ja tę nagrodę dostałem.

Tak więc przystąpiliśmy do pracy, zapraszając jeszcze do współpracy Ludwika Koniora i Ewę Dworzak. Przygotowaliśmy dwie prace. Obie koncepcje wysłaliśmy na konkurs i zdobyliśmy za nie pierwszą i drugą nagrodę. Był to dla nas ogromny sukces. Pierwsza nagroda została przewidziana do realizacji. Przy czym, co niezwykle istotne, już wtedy rozstrzygnięty był konkurs na nowe centrum Krakowa. Powstała koncepcja zakładająca zabudowę całego kwartału między ul. Beliny-Prażmowskiego, Lubomirskiego, aż do Warszawskiej. I budynek NOT-u miał być właśnie pierwszą realizacją tego nowego centrum. Dostaliśmy z ówczesnej pracowni urbanistycznej, działającej przy Wydziale Architektury Urzędu Miasta w Krakowie, wytyczne przestrzenne i programowe. Ta pracownia, działająca pod nadzorem głównego architekta miasta, przygotowywała perspektywiczne plany rozwoju Krakowa. Stamtąd dostaliśmy polecenie, żeby ciągnąć budynek jak najbardziej w górę. Do tego był załącznik graficzny, przedstawiający całą koncepcję tego nowego centrum, które miało być gotowe do 2005 roku. Mówiąc w skrócie: miał to być po prostu las ogromnych drapaczy chmur wyrosłych obok Starego Miasta. Wśród nich budynek NOT-u wyglądał jak nieznaczący element. Przy ogrodzie botanicznym, u wylotu ul. Kopernika, była przewidziana lokalizacja nowego gmachu opery, która miała być wielokrotnie większa od tej zrealizowanej przy ul. Lubicz.

I ze względu na skalę tego nowego centrum budynek NOT-u trzeba było tak nienaturalnie wydłużyć?

- Tak. W koncepcji konkursowej proporcje były zupełnie inne, niż te, które pojawiły się ostatecznie w projekcie wykonawczym. Budynek NOT-u miał być pierwszym elementem nowego zespołu. Ambicje władz były większe niż nasza pierwotna propozycja, więc kazano nam podwyższyć obiekt, tak aby odpowiadał on planom budowy nowego centrum. Niestety, NOT nie zmienił programu i w związku z tym budynek, który w koncepcji konkursowej był znacznie niższy i szerszy, trzeba było rozciągnąć o kilka dodatkowych kondygnacji, nie powiększając powierzchni użytkowej. Pojawiły się bardzo silne naciski, wiadomo jakie, i - no cóż - w środku miały być cztery windy, klatka schodowa, piony i tak dalej, a tu trzeba było całość wysmuklić, i na powierzchnię użytkową poszczególnych kondygnacji nie zostało już wiele miejsca. Wszystko po to, aby zgadzało się z założeniami nowego centrum.

Kiedy po raz pierwszy poznał Pan szczegóły planów budowy tego nowego centrum?

- Zanim wystartowaliśmy w konkursie na NOT, uczestniczyłem, jeszcze jako student, w pracach jednego z zespołów, który brał udział w konkursie na nowe centrum. Wykonywałem tam wówczas tylko "czarna robotę", czyli kreśliłem. Ale dzięki temu mogłem potem poznać dokładnie projekt, który wygrał. Więc kiedy dostaliśmy wytyczne do projektu budynku NOT-u, nie byłem już nimi zaskoczony.

Co Pan wówczas sądził o tych planach?

- Zaczynała się era Gierka, wydawało się, że zbudujemy krakowski Manhattan, jak w Nowym Jorku. Wiadomo, jakie to były czasy, a ówczesna władza zmuszała nas jeszcze - to paradoksalne - do tego, abyśmy byli zauroczeni tym, co dzieje się na Zachodzie.

Przymus? Nie wierzę. Nawet Le Corbusier, który gustował w formach horyzontalnych, po powrocie z Ameryki był oczarowany wieżowcami.

- Nie, to nie był przymus. Chcę tylko powiedzieć, że wmawiano nam, że "my tutaj też potrafimy", a ja nie uważałem wcale, że to źle. Wręcz przeciwnie, kiedy oglądałem obrazki z Zachodu, na których widać było Manhattan, czy w ogóle wieżowce, to uważałem je za coś wspaniałego. Po dyplomie pojechałem na rok do Francji i pracowałem w biurze Bernarda Zehrfussa, współautora projektu zabudowy dzielnicy Défense w Paryżu.

To naoglądał się Pan tam planów tych wszystkich wieżowców na La Défense?

- Tak, tym bardziej, że w tym czasie La Défense zaczynało właściwie rozkwitać.

I z tym wyobrażeniem wielkiego świata powrócił Pan do Polski?

- No tak, ale trudno się temu dziwić. Byłem wówczas bardzo młody. Ale istotne jest to, co zawsze powtarzam, że budynek NOT-u miał być jednym z mniej ważnych akcentów całego nowego centrum. Dlatego ani Zdzisław Arct, ani ja przystępując po konkursie do dalszego projektowania nie mieliśmy żadnych obiekcji, że projektujemy coś, co będzie dominowało w panoramie Krakowa. Wiedzieliśmy, że jeszcze rok, dwa, może trzy i ten budynek zniknie. Będzie stał na tle dużo wyższych obiektów.

Ale te plany nie zostały nigdy zrealizowane...

- Nie mam nic przeciwko budowaniu obiektów wysokich. Jak patrzę dziś - po tylu latach, kiedy tak bardzo zmieniły się gusty, mody i przekonania - na całe to założenie nowego centrum, to uważam, że to było dobre . Mam tylko jedno zastrzeżenie. Za blisko Starego Miasta. Byłbym zachwycony, gdyby coś takiego powstało na przykład w Czyżynach, w Nowej Hucie. Bo czy Défense jest konkurencję dla Montmartre albo dla Luwru? Nie. I o to właśnie chodzi, prawda? Najważniejsze są właściwe relacje. Kraków jest mniejszy niż Paryż, więc ta odległość nie musi być aż tak duża. Ale nie przy Plantach. Oparcie się o ul. Lubomirskiego to niemalże jak oparcie się o Stare Miasto.

Jeżeli realizacja tych planów nabrałaby rozmach, to wpis Starego Miasta na listę UNESCO w 1979 roku mógłby nie być już tak oczywisty?

- W sensie przestrzennym wieże nowego centrum zdominowałyby Stare Miasto. Ale Stare Miasto w Krakowie to perła sama w sobie. I wstawiona gdziekolwiek, nadal byłaby tą superperłą. Oczywiście, lepiej, gdy staromiejska panorama jest całkowicie wyeksponowana. Kiedy widzimy linię wież kościelnych i ratusza, Wawelu, kopułę kościoła św. Piotra i Pawła, które w panoramie miasta nie mają dziś prawie żadnej konkurencji, to jest to coś fantastycznego. Gdyby nowe centrum zostało zrealizowane, Stare Miasto nie wyglądałoby już przestrzennie tak okazale, jak wygląda dziś. Ale byłoby równie wspaniałe. Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.

Zatem Pański głos w dyskusji na temat wysokiej zabudowy w Krakowie, jest jednoznaczny. Nie podziela Pan krakowskiego "lęku wysokości", czyli strachu przed wieżowcami?

- Nie mam nic przeciwko wieżowcom. Niech powstają. Jest taki trend na całym świecie, tym bardziej, że wartość ziemi stale rośnie, więc trzeba to jakoś wykorzystać. Tylko nie w sąsiedztwie Starego Miasta. Gdzieś dalej.

Więc stanowisko wojewódzkiego konserwatora zabytków, który nie zgadza się na istotne podwyższenie "szkieletora" jest według Pana jak najbardziej uzasadnione?

- Oczywiście. Absolutnie podzielam jego opinię. Cieszy mnie to, że nie wypowiadał się na przykład na temat koloru elewacji, jaki ma mieć dokończony "szkieletor" na tle nieba, tylko skupił się na jego wysokości. Uważam, że należy jak najmniej akcentować czubek tej wieży.

W swoim pierwotnym projekcie też nie zdecydował się Pan na jakiekolwiek zwieńczenie. Z kolei cała niższa, płaska części tego budynku miała być początkowo parterowa. Nagle okazało się, że jest dwukondygnacyjna. Dlaczego?

- Ponieważ wcześniej ustalono, że główne wejście do budynku ma być na poziomie pierwszego piętra.

Nie rozumiem.

- W projekcie nowe centrum miało powstać na wyniesionej płycie, zrealizowanej na wysokości pierwszego piętra. Pod nią miały być parkingi i cała komunikacja masowa - pociągi, tramwaje, autobusy i samochody. Stamtąd miały prowadzić również podjazdy do poszczególnych budynków. Z kolei cała komunikacja piesza miała zostać wyniesiona na płytę. W ten sposób chciano wprowadzić totalny rozdział ruchu. Wpadliśmy więc na pomysł, aby w tym układzie funkcjonalnym, który przewidzieliśmy pierwotnie, zrobić dwa główne wejścia. Jedno pod płytą, na poziomie parteru, a drugie już na zadanej wysokości pierwszego piętra. Chodziło o to, aby w chwili realizacji płyty można było łatwo zaadaptować konstrukcję do tych potrzeb. Dostaliśmy nawet rysunek tej płyty, jak miała ona w tym rejonie wyglądać. Wszystkie dalsze koncepcje związane były z rozbudową dwukondygnacyjnej części niskiej i pozostawieniem samego wieżowca bez istotnych zmian w jego kształcie przestrzennym. Pierwszy raz miałem możliwość zrobienia czegoś innego dopiero w 2001 roku. Zlecono mi wykonanie koncepcji dla sieci Hilton. Zakładała ona adaptację obiektu na potrzeby pięciogwiazdkowego hotelu. Obcięliśmy wówczas "szkieletora" o osiem kondygnacji. I z 24 zostało zaledwie 16. Obok pojawiła się z kolei druga, bliźniacza konstrukcja tej samej wysokości.

Skąd tak radykalna decyzja. Hiltonowi nie zależało na tym, aby mieć najwyższy hotel w Krakowie?

- Jest coś, czego może nie widać gołym okiem. Budynek NOT-u został podzielony na dwie części. Pierwsza ciągnie się do 16 kondygnacji włącznie. Dalej jest osiem, w których powstać miał hotel dla gości i kursantów NOT-u. Kondygnacje w tej części są więc niższe, niż pozostałe. I dlatego w tej części wymagania dla pomieszczeń hotelu o standardzie pięciu gwiazdek nie były możliwe do spełnienia. W koncepcji dla Hiltona zdecydowałem się więc obciąć "szkielet" i dobudować do niego drugą, bliźniaczą część. Ponadto przewidziane zostało wspornikowe poszerzenie każdej z poszczególnych kondygnacji zaprojektowane już wcześniej. Ale Hilton się wycofał. I koncepcja trafiła do szuflady.

Dlaczego od pierwotnego projektu przeskoczył Pan od razu do roku 2001?

- Przeskoczyłem, ponieważ koncepcja dla Hiltona była zupełnie odmienna od tej pierwotnej. Pozostałe były tylko różnymi wariantami adaptacji tego, co jest. A ta propozycja z 2001 roku była zupełnie inna.

A co działo się z projektem "szkieletora", zanim zgłosił się do Pana Hilton, a więc przed 2001 rokiem?

- W roku 1975 ruszyła budowa, którą wstrzymano w 79. Zostały już wtedy kupione włoskie ściany osłonowe. Widziałem te ogromne paki przywiezione na plac budowy. Ścian już nie zamontowano, tylko je sprzedano. Skończyły się pieniądze na dalszą budowę, nie było więc sensu dalej dokładać. Ale gdyby je wówczas zamontowano, to z pewnością obiekt nie straszyłby tak, jak dziś, i nie przywarłby do niego ten straszny przydomek "szkieletor". Z kolei już po śmierci Zdzisława Arcta, który zmarł w roku 1986, zwrócono się do mnie ze zleceniem na kolejną koncepcję. Zostało wówczas powołane do życia przedsiębiorstwo państwowe pod nazwą Centrum Kongresowe Nauki i Techniki. Była to spółka NOT-u i PAN-u. Pamiętam, że - wbrew zupełnie zrozumiałym protestom władz Akademii Ekonomicznej - teren, który jest pomiędzy budynkami uczelni, a obiektem NOT-u, przeznaczono w całości na potrzeby budowy Centrum Kongresowego. Nie istniała tam jeszcze hala wielofunkcyjna Romualda Loeglera. Równolegle trwały prace studialne nad czterema różnymi wariantami. Przygotowywałem je wspólnie z Witoldem Gilewiczem oraz Andrzejem Kłosakiem. Ale koncepcja Centrum Kongresowego padła ze względu na znaczne koszty.

W 1990 roku obiektem interesowała się francuska firma deweloperska i budowlana SAE z siedzibą w Paryżu, działająca pod sztandarami konsorcjum hotelarskiego Accor. Wraz z Witoldem Gilewiczem przygotowaliśmy dla nich koncepcję zespołu dwóch hoteli (Ibis i Nowotel) z adaptacją wieżowca na jeden z nich. Nie wiem, dlaczego w 1991 roku kontrakt został zerwany w sytuacji, kiedy wszystko było już uzgodnione. Z kolei w 1992 roku zaproszono mnie do siedziby biura projektów firmy Ilbau w Wiedniu i poproszono o przygotowanie na miejscu adaptacji obiektu na hotel czterogwiazdkowy. Koncepcja zyskała pełną akceptację inwestora, ale i tym razem nic z tego nie wyszło.

Następnie w roku 1996 na zlecenie Roberta Hamerlika, ówczesnego właściciela obiektu, wykonaliśmy wraz z Witoldem Gawłowskim projekt pod nazwą Business Center Tower, który został już nawet w 1998 roku złożony jako opracowanie pełnobranżowe, z wnioskiem o pozwolenie na budowę. Zakładał on rozbudowę parteru i adaptację wieży z możliwością poszerzenia wsporników na każdej z kondygnacji. Dawało to kilka tysięcy metrów kwadratowych czystej powierzchni użytkowej więcej. Wszystko zostało policzone przez Zdzisława Marca, który jest projektantem zrealizowanej konstrukcji i okazało się, że takie dodatkowe obciążenie jest możliwe. Niestety, w międzyczasie Robert Hamerlik odstąpił od tego pomysłu, a sam projekt umarł śmiercią naturalną. Potem był Hilton, o którym już mówiłem, a na końcu koncepcja dla Telefoniki w 2003 roku, zaprojektowana z Witoldem Gilewiczem. Cały budynek został w niej obłożony niebieskim szkłem. I tak to w telegraficznym skrócie wyglądało.

No i mamy w końcu rok 2005, w którym spółka TreiMorfa kupuje wieżę od Węglozbytu. Zostaje wybrany architekt, któremu nowy inwestor zleca przygotowanie koncepcji dokończenia obiektu. W roku 2008 pojawia się osiem koncepcji przygotowanych przez prof. Hansa Kollhoffa. Szczególnie ostatni rok okazuje się wyjątkowo burzliwy, jeśli idzie o sprawę "szkieletora". Jak Pan to wszystko ocenia?

- Moje stanowisko jest tu dość jednoznaczne. Nie krytykuje żadnej z propozycji prof. Kollhoffa, ponieważ są to jego autorskie wizje architektoniczne. Mam natomiast zastrzeżenia do samej idei tak mocnego, żeby nie powiedzieć agresywnego, zwieńczania tej wieży. Przez to ona robi się jeszcze bardziej dominującą niż jest. Dlatego jestem przeciwny temu pomysłowi.

A którą drogę podszepnąłby Pan obecnym właścicielom "szkieletora". Adaptację czy może to hiltonowskie rozwiązanie?

- To hiltonowskie, ponieważ uważam, że kiedy rozpoczynano budowę tego obiektu, miał to być - jak już wspomniałem - jeden z mniej znaczących elementów większego zespołu. W tej chwili, jest to tylko jeden z dwóch wieżowców w panoramie miasta, wyższy nawet od "błękitka" i bliższy Starego Miasta. Urbanistycznie więc nie jest to najszczęśliwsze rozwiązanie, podobnie jak kominy Łęgu czy maszty oświetleniowe stadionu Cracovii. Dlatego sądzę, że nadbudowa jest tu niezasadna. Takie zwieńczenie spowoduje, że forma "szkieletora" stanie się jeszcze silniejsza. Nie chciałbym się jednak szczegółowo wypowiadać na temat samych koncepcji przedstawionych przez inwestora. Pozostańmy więc przy samej idei, której nie popieram.

A co z kwestią praw autorskich do "szkieletora"?

- Posiadam prawa autorskie do tego obiektu, pomimo że nie został on w pełni zrealizowany. Powstał projekt i to, co dziś widzimy, to częściowa realizacja idei zawartej właśnie w tym projekcie. Tak więc inwestor powinien porozumieć się ze mną. Ale nie zrobił tego, tylko wybrał kogoś o nazwisku światowym, komu bardziej ufa. Ale istnieje jeszcze prawo autorskie i czym innym jest adaptacja, a czym innym istotna zmiana idei przestrzennej, o której w tym przypadku jest mowa.

Czyli inwestor ani razu nie kontaktował się z Panem w sprawie "szkieletora"?

- Nie, i jestem tym bardzo zaskoczony. Uważam, że ta sytuacja powinna jak najszybciej znaleźć swoje rozwiązanie i powinienem mieć w tej sprawie coś do powiedzenia. Ale nie chcę zostać źle zrozumiany. Zależy mi na tym, by ktokolwiek i w jakikolwiek sposób skończył ten obiekt i to możliwie jak najszybciej. Natomiast nie jestem przekonany, czy powinno się to odbyć tak całkowicie bez mojego udziału. Z tym nie mogę się zgodzić i mówię to panu zupełnie otwarcie.

Dlaczego wcześniej nie zabrał Pan głosu i mówi Pan o tym dopiero teraz?

- Dopóki dyskusja toczy się na etapie koncepcji, to inwestor może zlecić cokolwiek chce i komukolwiek. Dlatego na razie, w sensie formalnym, nie miałem powodów, aby zabierać głos w tej sprawie. Ale obecnie mówi się o już wyjściu poza fazę koncepcyjną i rozpoczyna się proces projektowania realizacyjnego. Zapewniam jednak, że jestem jak najdalszy od wszczęcia działań, które mogłyby spowodować przyhamowanie tej inwestycji. Wręcz przeciwnie. Ale dalsze prace nad projektem powinny oprzeć się o jakąś formę porozumienia ze mną.

W takim razie czego życzyłby Pan sobie i "szkieletorowi"?

- "Szkieletorowi" - żeby został jak najszybciej skończony.


Na zdjęciach:
1. Koncepcja graficzna nowego centrum Krakowa z początku lat siedemdziesiątych
2. Biurowiec NOT-u. Projekt realizacyjny na lata 1972-75. Autorzy: Krzysztof Leśnodorski i Zdzisław Arct
3. Biurowiec NOT-u. Projekt dla SAE Paryż - rok 1991. Autorzy: Krzysztof Leśnodorski i Witold Gilewicz
4. Biurowiec NOT-u. Koncepcja pięciogwiazdkowego hotelu Hilton z 2001 roku. Autor: Krzysztof Leśnodorski
5. Biurowiec NOT-u. Koncepcja dla firmy Telefonica - rok 2003. Autorzy: Krzysztof Leśnodorski i Witold Gilewicz

wtorek, 27 grudnia 2011

interNET






W tym roku bracia franciszkanie zorganizowali po raz dwudziesty żywą szopkę przy ul. Franciszkańskiej 4. W tym roku z gościnnym występem w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia zaprezentowało się Duszpasterstwo Rodzin i Ministrantów działające przy Klasztorze Ojców Karmelitów Bosych z Wesołej. Blisko dwu godzinny koncert kolęd był rozgrzewką przed gwiazdą dnia czyli zespołem "Skaldowie".

Link do galerii zdjęć: szopka.franciszkanska4.pl

Zdjęcia wykonane przez OFMConv.