Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojewódzki Sąd Administracyjny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojewódzki Sąd Administracyjny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 lutego 2012

przegląd prasy


Gazeta Krakowska 24.02.2012 & Dziennik Polski 25.02.2012

"Szkieletor" jeszcze długo będzie straszył swoim wyglądem. W piątek Wojewódzki Sąd Administracyjny, który zajmował się drugą zaskarżoną przez ekologów decyzją o warunkach zabudowy niedokończonego wieżowca przy Rondzie Mogilskim, uchylił ją. Tym samym inwestor nie będzie mógł starać się o pozwolenie na budowę. Pięć lat starań o dokończenie inwestycji poszło na marne.

Ostatnia nadzieja na szybką zabudowę szkieletora zgasła.

Magistrat, któremu WSA zarzucił niedbalstwo oraz szereg nieprawidłowości przy wydawaniu decyzji o warunkach zabudowy, zamierza w szybkim trybie przygotować dla szkieletora plan miejscowy. Ma być on gotowy do końca roku. Gdy radni go uchwalą, inwestor nie będzie musiał zabiegać o warunki zabudowy dla obiektu.

czwartek, 12 stycznia 2012

przegląd prasy


Dziennik Polski 12.01.2012

W dzisiejszym wydaniu "DP" możemy przeczytać wywiad z HENRYKIEM GAERTNEREM, adwokatem występującym w imieniu spółki Treimorfa, którą powołano do dokończenia budowy przy rondzie Mogilskim wieżowca, nazywanego potocznie "szkieletorem".

- Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił "wuzetkę" na dokończenie "szkieletora". Inwestor odwoła się do Naczelnego Sądu Administracyjnego?

- Decyzję w tej sprawie podejmiemy po analizie uzasadnienia sądu. Jest to dla nas sprawa o tak kluczowym znaczeniu, że z dużym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć, że skarga kasacyjna do NSA zostanie wniesiona.

Dalsza część rozmowy dostępna jest na stornach internetowych "DP".

przegląd prasy


Gazeta Krakowska 11.01.2012 & Dziennik Polski 12.01.2012

Wczoraj miał zapaść wyrok w kolejnym postępowaniu sądowym dotyczącym "wuzetki" dla wieżowca. Nic z tego, straszący od ponad 30 lat budynek nadal ma pecha.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie nie zajął się kolejną skargą ekologów na wydane przez magistrat warunki zabudowy (WZ) dla szkieletora przy rondzie Mogilskim. Rozprawa została odroczona, gdyż sąd źle zawiadomił sąsiadów inwestycji o rozprawie. Do kolejnej może dojść nawet za kilka miesięcy.

Ekolodzy nie zgadzają się na nadbudowę obiektu o 9 metrów (dzisiaj konstrukcja ma 94 m). Zaskarżyli więc dwie wydane na 102,5 m obiekt WZ-tki. Miesiąc temu WSA uznał skargę ekologów i uchylił pierwszy kontrowersyjny dokument. Sąd uznał, że został on wydany z naruszeniem prawa. Zablokowało to przygotowywaną od 5 lat inwestycję.

- Bardzo wnikliwie czytamy uzasadnienie tego wyroku - mówi Henryk Gaetner, adwokat, współwłaściciel GD&K Group realizującej inwestycje.

- Prawdopodobnie wystąpimy o kasację do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

piątek, 16 grudnia 2011

przegląd prasy


Gazeta Krakowska 16.12.2011

Nie położyłem wielkich zasług w walce o unicestwienie słynnego krakowskiego szkieletora, jeden jeno epizod można by nazwać - a to i tak wymagałoby dużo dobrej woli - kombatanckim.

Robiąc kiedyś w radiu na jednorazowej i nieodpłatnej fusze eksperta od wszystkiego - zaprosili i kazali gadać, to gadałem, co wiedziałem - użyłem brawurowego porównania, że szkieletor w panoramie Krakowa wygląda równie ładnie jak świeca zatknięta w rzyć. I jest tak samo potrzebny. Poszło w eter, środowiska gejowskie nie protestowały, ale do radia już mnie potem nie zaprosili. Zdania jednak nie zmieniłem. Świeca w rzyci, nie chce być inaczej. No i mam do dziś tę nieskromną satysfakcję, że publicznie nikt nie nazwał tego lepiej ode mnie.

Od kilku dni nieco inaczej widzę jednak funkcję szkieletora. Jego szpetota odpycha nieustająco, lecz proponuję, aby już po wsze czasy stał w niezmienionej formie, będąc pomnikiem krakowskiego urzędnika i symbolem polityki miasta, od lat rujnującej otaczającą nas przestrzeń. Jego przewrotna dosłowność da wszystkim do myślenia. Z czasem spróbujemy go wpisać na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Ostatnie wydarzenia, gdy Sąd Administracyjny uchylił kolejną wadliwą "wuzetkę" inwestorom marzącym o zamianie żelbetowego truchła w mały Manhattan, nie dziwią, bo z niewydolnością organów miejskich już żyć się przyzwyczailiśmy. Zaskakuje coś innego - to, że gniew ludu, najwyraźniej ogłupiałego od patrzenia na szkieletora, nie skierował się w stronę niekompetentnych - a to ci nowina - urzędników, jeno w ekologa, który decyzję w sprawie warunków zabudowy zaskarżył. A że w konkurencji "sam przeciw wszystkim" zawsze trzymam kciuki za wojującego z tłumem rodzynka, toteż wyjścia nie mam, a nawet gdybym miał, tobym nie skorzystał.

Ekologa, Mariusza Waszkiewicza, trudno uznać w tej sprawie za Bogu ducha winnego, bo ponosi winę upierdliwości, czego jednak - żeby była jasność - za grzech nie uważam. Raczej za cnotę. Budząca powszechną niechęć upierdliwość ekologów uchroniła nas bowiem globalnie od niejednej katastrofy - nie tylko budowlanej. To tyle w sprawie ekologii, bo nie o nią tu chodzi.

Chęć zlinczowania Waszkiewicza budzi mój zdecydowany sprzeciw, bo jedyne co teraz zrobił, to pomógł zdiagnozować urzędniczy syfilis. Za to daje się ordery, a nie po twarzy. I każdy głos przeciwko niemu jest - w tym przypadku - głosem za podtrzymywaniem kiły.

Plwocinę wylewającą się nań z internetu można by zbyć milczeniem, ale zastanawiający był ton komentarzy w mediach. Krył się za nimi niewypowiedziany żal, że nie przymknięto oka na - co podkreślano z mocą - niewielkie błędy urzędników; choć tak naprawdę one wcale takie małe nie były. Ja twierdzę, że doskonale się stało, bo oczy na przepisy dotyczące zabudowy w Krakowie przymykane są stale, rzec można nawet, że często są w ogóle zamknięte. Nikt tu niczego nie kontroluje, przestrzeń zapełnia się w sposób chaotyczny, brzydki i nieodwracalny, a wszystkiego brakiem planu zagospodarowania - notorycznie torpedowanego przez rozmaite grupy interesów - wytłumaczyć się nie da.

Co tu dużo gadać, ekipa Jacka Majchrowskiego ma bardzo ciężką rękę do architektury. Najważniejszymi inwestycjami ostatnich lat: Galerią Krakowską, Operą, fontanną na Rynku, Sheratonem, Hiltonem i stadionem Wisły powinno się straszyć młodych projektantów. Ten ostatni przykład jest wręcz modelowy: tu nie ma pola do dyskusji, czy jest ładny czy nie, bo on wymyka się kategoriom piękna i brzydoty. Jest po prostu zły.

Dlatego od czegoś ratowanie krakowskiej architektury trzeba zacząć - najlepiej od pilnowania przepisów. To prawda, że nie wszystkie z nich są mądre i życiowe, a architekci mają w tym mieście pod górę. To jednak też jest wina władz, a nie ekologów. Szkieletora zostawmy więc sobie na pamiątkę starych, złych czasów. Ku przestrodze.



Moim zdaniem... Powyższy felieton Pana Przemka Franczaka jest tekstem obok którego nie da się przejść obojętnie. Zgadzam się z autorem, że kilka inwestycji jak np. opera, hotel Galaxy, fontanna na rynki i nieszczęsny stadion Wisły są lekko ujmując szpetną naroślą, pryszczem na pięknym licu miasta Krakowa. Nie mniej jednak "upierdliwość" ekoterrorysty, Mariusza Waszkiewicza przekracza wszelkie normy. Na swej długiej liście "dobrych uczynków" ma ratowanie dzikiego stawu dąbskiego przed jego rewitalizacją, blokowanie budowy szpitala CMUJ na ich własnych gruntach, stawianie veta przy budowie hali w Czyżynach itp. itd. Teraz do listy doszedł nieszczęsny szkieletor, a dzisiaj chęć powstrzymania Euro 2012 w Krakowie. Dlaczego? Bo lubi szczać na groby "rozwojowców" takich jak TY i JA.

czwartek, 15 grudnia 2011

przegląd prasy


Gazeta Krakowska 15.12.2011

Właściciel szkieletora przy rondzie Mogilskim nadal pozostaje w szoku po poniedziałkowym wyroku sądu unieważniającym decyzję o warunkach zabudowy wieżowca. Tymczasem w ciągu miesiąca sytuacja może się radykalnie zmienić i inwestycja ruszy już w przyszłym roku!

Okazało się bowiem, że Towarzystwo na Rzecz Ochrony Przyrody zaskarżyło także drugą, choć dość podobną wersję decyzji o warunkach zabudowy wieżowca. Rozprawa w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym odbędzie się 10 stycznia 2012 roku.

Orzekać będzie inny skład sędziowski niż na poprzedniej rozprawie. I, paradoksalnie, może uznać decyzję za prawidłową!

- Nie można tego wykluczyć. Odmienność orzeczeń w tym samym sądzie jest dopuszczalna - mówi rzecznik WSA Anna Szkodzińska.

Jeśli jednak tak się nie stanie, najszybszą ścieżką, by przebudować wieżowiec, będzie współdziałanie gminy i inwestora, by przygotować nową decyzję WZ. W optymistycznej wersji budowa rozpocznie się za półtora roku. Inwestor stosuje się do zaleceń sądu i poprawia swój wniosek o wuzetkę. Musi m.in. załatwić wszystkie przyłącza prądu i gazu. Natomiast gmina ma zlecić kolejną analizę urbanistyczną - tym razem poprawioną (z m.in. zaznaczoną funkcją szkieletora i otaczających go budynków oraz dokładnymi gabarytami). Powinna być gotowa w kilka miesięcy. W sumie poprawki, wystąpienie o pozwolenie na budowę i otrzymanie go mogą potrwać półtora roku.

Scenariusz czarny - właściciel szkieletora, czyli spółka TreiMorfa skarży wyrok sąd wojewódzkiego do Najwyższego Sądu Administracyjnego. Na samo rozpatrzenie wniosku trzeba czekać około roku. Jeśli NSA stwierdzi, że skarga jest nieuzasadniona, decyzja WZ na szkieletora zostaje prawomocnie uchylona. I inwestor będzie musiał się starać o kolejną, mając rok spóźnienia. A jeśli współpraca między nim a gminą będzie układać się źle, dostarczanie poszczególnych dokumentów może się ciągnąć latami.

Przedstawiciele Urzędu Miasta Krakowa nie chcą mówić o scenariuszach. - Z całą pewnością jednak wyrażamy wolę współpracy z inwestorem, aby jak najszybciej rozpocząć inwestycję - mówi Filip Szatanik, szef biura prasowego UMK.

Inwestor nie wypowiada się jeszcze, co zamierza zrobić, prosi o cierpliwość. Co ciekawe, poniedziałkowy wyrok wcale nie wykluczył podwyższenia szkieletora do 102 metrów, tak jak tego chce inwestor. - Sąd nie wytknął tego jako uchybienia - mówi sędzia Szkodzińska.

Tymczasem ekolodzy, którym udało się skutecznie zablokować inwestycję, otrzymują pierwsze gratulacje. Między innymi od władz Konfederacji na Rzecz Przyszłości Krakowa. - Mamy nadzieję, że sytuacja spowoduje bardziej rozważne działanie służb odpowiedzialnych za dobro wspólne, a także bardziej merytoryczne traktowanie wniosków przekazywanych przez organizacje społeczne - czytamy w liście Konfederacji.

wtorek, 13 grudnia 2011

przegląd prasy


Gazeta Krakowska 13.12.2011

Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA), przekreślający przygotowania do przebudowy szkieletora, wywołał burzę. We wtorek władze miasta usiłowały się wytłumaczyć z wytkniętych im błędów w postępowaniu dotyczącym tej inwestycji.

- Nie rozumiemy, dlaczego sąd cofnął warunki zabudowy (WZ) dla tego obiektu. Przecież nad tą dokumentacją pracowali najlepsi specjaliści w mieście! - przekonywała dziennikarzy Elżbieta Koterba, wiceprezydent ds. rozwoju miasta. - Jestem wyrokiem zupełnie zaskoczona. Czekam na pisemne uzasadnienie, aby móc się odnieść do konkretnych zarzutów - stwierdziła.

Według wiceprezydent, urzędnicy wydający decyzję WZ zdawali sobie sprawę, że mają do czynienia z projektem obiektu o wysokości, która nie występuje w całym mieście.

- Czy to oznacza, że mieliśmy nie wydawać decyzji? - pytała i zapewniała, że urzędnicy działali w ramach obowiązującego prawa.
Władze Krakowa uspokajają, że robią wszystko, aby sfinalizować przebudowę wieżowca NOT. - Najwyższa pora, aby to zrobić, przecież ta konstrukcja zacznie w końcu grozić katastrofą budowlaną - stwierdziła Koterba.

Na pytanie dziennikarzy, czy WSA się myli, wytykając urzędnikom nieprawidłowości, prezydent stwierdziła, że nie ośmieliłaby się tak powiedzieć. Zastanawiała się jednak, jak to możliwe, aby znalezionych przez WSA uchybień nie zauważyli wcześniej prawnicy urzędu miasta i Samorządowego Kolegium Odwoławczego.

Anna Szkodzińska, rzeczniczka WSA, tłumaczy, że gmina ma obowiązek sprawdzenia, czy sporządzone na jej zlecenie dokumenty są zrobione fachowo, zgodne z prawem i kompletne. Tymczasem wniosek inwestora o wydanie decyzji WZ był wielokrotnie zmieniany i niedokładny, nie zawierał wszystkich wymaganych elementów. - Inwestor nie określił ostatecznie, jakie funkcje będzie pełnił budynek i mające powstać w jego otoczeniu obiekty, jakie będą ich gabaryty i liczba - wylicza Szkodzińska.
Po drugie inwestor nie udokumentował, że do kompleksu szkieletora i wspomnianych budynków zapewni dostawy mediów. - Ma zapewnienie dostawców, ale dotyczyło ono jednego budynku - mówi Szkodzińska.

Po trzecie, zdaniem sądu, analiza urbanistyczna zlecona przez gminę jest pełna błędów. Na przykład w jednej z jej kluczowych kwestii, czyli porównaniu planowanego wieżowca z sąsiednimi budynkami, nie wzięto pod uwagę całej okolicy, a tylko wybrane działki.

Nie wspominając już o tym, że gmina nie powiadomiła jednego z sąsiadów inwestycji o prowadzonym postępowaniu, co samo w sobie może podważyć wuzetkę...

Sędzia podkreśla, że werdykt nie oznacza, iż szkieletor nie zostanie przebudowany. Gmina musi jednak przypilnować, by niedociągnięcia zostały naprawione. Postępowanie o WZ musi się zacząć od nowa. - Ponadto wyrok nie jest prawomocny. Stronom przysługuje skarga kasacyjna do Naczelnego Sądu Administracyjnego - mówi sędzia Szkodzińska.

Sprawdziliśmy, jak doszło do tego, że magistracki Wydział Architektury nie powiadomił jednego z sąsiadów inwestycji o toczącym się postępowaniu w sprawie warunków zabudowy. W UMK odpowiedziano nam, że to jakieś nieporozumienie, gdyż wszyscy współwłaściciele wskazanej przez WSA działki uczestniczyli w postępowaniu. Wymieniony przez sąd z nazwiska mężczyzna w aktach nie figuruje.

Przedstawiciele inwestora przebudowy szkieletora, spółki TreiMorfa, nie chcą się jeszcze wypowiadać, co teraz zrobią. Szefowie przedsięwzięcia przebywają obecnie w Dubaju.



Czyli krótko mówiąc: jest cień nadziei...

przegląd prasy


Gazeta Krakowska 13.12.2011

Nici z zapowiadanej od pięciu lat przebudowy szkieletora. W decyzji o warunkach zabudowy wydanej przez Wydział Architektury Urzędu Miasta Krakowa, aż roi się od błędów. Urzędnicy nie dopilnowali nawet tak banalnej kwestii jak powiadomienie wszystkich sąsiadów wieżowca o toczącym się postępowaniu! Uchybienia odkrył Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA), który po skardze ekologów zajął się planowaną inwestycją. Wczorajszym wyrokiem decyzja o warunkach zabudowy, na podstawie której obiekt miał być podwyższony z 94 do 102,5 metra, została uchylona.

Przedstawiciele inwestora, spółki TreiMorfa, byli wyrokiem WSA całkowicie zaskoczeni. - Czuję się tak, jakbyśmy działkę ze szkieletorem kupili wczoraj - mówił zdenerwowany Szymon Duda. - Po pięciu latach jesteśmy w punkcie wyjścia. I to wszystko w chwili, gdy mamy gotowy projekt i przygotowywaliśmy się do rozbiórki części wieżowca.

Co nie podobało się sądowi w decyzji WZ? Głównie analiza urbanistyczna wykonana na zlecenie gminy. Okazało się, że jest sprzeczna z ustawą o planowaniu przestrzennym. Sąd dziwił się, że urzędnicy miejscy, jak i pracownicy Samorządowego Kolegium Odwoławczego bezkrytycznie zaakceptowali wadliwą analizę.

Na koniec odczytywania wyroku prowadząca rozprawę sędzia z przekąsem zauważyła, że urzędnicy nie dopilnowali nawet takiej prostej kwestii jak prawidłowe poinformowanie wszystkich sąsiadów inwestycji. Tylko ten banalny błąd wystarczy, by decyzja WZ została uchylona. Urzędowe postępowanie musi zacząć się od nowa.

Władze miasta na razie wstrzymały się z odpowiedzią na totalną krytykę postępowania urzędników. - Jak otrzymamy uzasadnienie wyroku, ustosunkujemy się do niego - mówi Elżbieta Koterba, zastępca prezydenta ds. rozwoju miasta.

W komentarzach deweloperów i architektów pada sporo mocnych słów. Andrzej Barański, prezes firmy Herbewo, ekspert od nieruchomości, nie ukrywa, że to kompromitacja dla miasta. - Tak podstawowe błędy w przypadku tak ważnego miejsca w Krakowie, jakim jest teren ze szkieletorem, to niezaprzeczalny skandal - twierdzi Barański. - Z drugiej jednak strony inwestor może winić samego siebie. Podjął ryzyko, forsował podwyższenie budynku, mimo że podobnego w sąsiedztwie nie ma. Nie dziwię się, że ekolodzy to skutecznie wykorzystali.

Borysław Czarakcziew, przewodniczący Małopolskiej Okręgowej Izby Architektów, dodaje, że ta sprawa pokazuje patologię, jaka doskwiera procedurom budowlanym w Polsce, i obawia się, że w świat pójdzie sygnał, iż w Krakowie nie ma co inwestować, bo z tym są same problemy. A na tym miasto straci.



Moim skromnym zdaniem: Ekolodzy to jedno, ale i urzędnicy dali ciała. Jak można popełnić tak podstawowe błędy. Biorąc pod uwagę jak ważna jest to inwestycja dla Krakowa. Wg mnie powinna być ona rozpatrywana na szczególnych warunkach i pod ścisłą kontrolą nawet samego prof. Majchrowskiego. Przecież ukończony szkieletor móglby się stać nowym symbolem naszego miasta. To taki nasz nowy Kościół Mariacki czy Sukiennice. Stałby się symbolem nowego Krakowa i z czasem ludzie kupowaliby pamiątki z jego wizerunkiem, pocztówki itp. Nie wspomnę o tarasie widokowym ponad 100m nad ziemią. Stołeczne Królewskie Miasto Kraków mogłoby tylko odcinać kupony od sukcesu budowli, a tak pozostaje nam tylko nasz kochany straszak, symbol naszej budowlanej kompromitacji. Bo niech ktoś wskaże mi miasto w centrum którego od ponad 30 lat stoi niedokończony drapacz chmur.

przegląd prasy


Dziennik Polski 13.12.2011

Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił wczoraj decyzję o warunkach zabudowy dla dokończenia obiektu wraz z jego nadbudową o dwie kondygnacje - do 102,5 m i dobudową sześciu mniejszych budynków. Sąd uznał, że wydana przez Urząd Miasta "wuzetka" jest wadliwa. Taki wyrok może oznaczać, że inwestor wycofa się z przedsięwzięcia. Na razie zastanawia się, co dalej robić. Może jeszcze odwołać się do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

W nadbudowanej części chciała ona zrobić ogólnodostępną część kawiarniano-wystawienniczą z panoramą widokową. Ekolodzy nie zgadzali się na nadbudowę, wyjaśniając, że miasto wydając "wuzetkę", nie wskazało w sąsiedztwie budynku, do którego podwyższony "szkieletor" mógłby nawiązywać. - Czekam, że miasto wskaże mi działkę z takim budynkiem - mówił wczoraj przed sędziami Mariusz Waszkiewicz. Inwestor posiłkował się decyzją miasta i sporządzoną przez urzędników analizą urbanistyczną. Argumentem uzasadniającym inwestycję było nawiązanie do wieżowca "błękitka" przy rondzie Kotlarskim. Podano, że ma on 85 metrów, ale inwestor zaznacza, że taka wysokość jest do krawędzi dachu, a z masztem to 105 metrów.

Sąd uznał jednak, że analiza urbanistyczna jest wybrakowana. Dopatrzył się też wielu innych uchybień proceduralnych. Nie pomogło wniesienie na salę sądową makiety ze "szkieletorem" na tle pozostałej zabudowy w mieście.

- Sąd jasno wskazał, jak parametry mają być badane i wytknął organom administracji uchybienia w tym względzie. Są to konkretne zarzuty. Jeżeli się nie będziemy zgadzać z nimi, to postaramy się sformułować zarzuty wobec wyroku - informuje Dominik Gałkowski, pełnomocnik inwestora.

- Od wszystkich inwestorów wymaga się spełnienia zasady dobrego sąsiedztwa. Jeżeli ten jeden ma być zwolniony z przestrzegania ustawy, to byłby to groźny precedens - podkreśla Waszkiewicz.

Na rzecz TnROP zasądzono zwrot 500 zł kosztów sprawy sądowej. Koszt całej inwestycji szacuje się na ok. 100 mln euro. Inwestor może żądać odszkodowania od miasta z powodu wydania wadliwej "wuzetki", przez co stracił 5 lat i nakłady na przedsięwzięcie, którego nie może realizować. Natomiast miasto nalicza kary za nierozpoczęcie inwestycji.

Waszkiewicz nie widzi problemu: - Inwestor ma prawomocną decyzję na dokończenie wieżowca w obecnej wysokości i my tej "wuzetki" nie skarżyliśmy. Niezrozumiałe jest dla nas, dlaczego inwestor przyczepił się, że musi podnieść budynek o dwie kondygnacje.



Moim skromnym zdaniem: Początkowy myślałem, że organizacja szczycąca się w swej nazwie członem "na rzecz ochrony przyrody" chce zablokować budowę drapacza chmur z powodów czysto ekologicznych. Sądziłem, że na wysokości ponad 100m w tym miejscu latają jakieś chronione gatunki ptaków, które z powodu wyższego budynku będą w niego wpadać i kończyć swój żywot. Uważałem, że może cień jaki będzie rzucać szkieletor będzie zagrażał rozwojowi roślinności znajdującej się w pobliżu. To jednak okazało się moim osobistym błędem. Prezes Towarzystwa na Rzecz Ochrony Przyrody, które zaskarżyło decyzję o wydaniu "wuzetki" dla inwestora zablokował dokończenie biurowca NOT-u z powodów całkowicie nie ekologicznych i w żadnym wypadku nie uratuje tym ani jednego ptaka, kota, czy choćby nawet jednego źdźbła trawy. Ekolodzy nie zgadzali się na nadbudowę, wyjaśniając, że miasto wydając "wuzetkę", nie wskazało w sąsiedztwie budynku, do którego podwyższony "szkieletor" mógłby nawiązywać. Z całym szacunkiem do nich, ale co oni mają do tego. To nie jest przedmiotem ich zainteresowań. Chyba, że inny inwestor wspomógł Towarzystwo na Rzecz Ochrony Przyrody jakimś małym datkiem, aby samemu na tym skorzystać. Ciekawa sprawa...

przegląd prasy


Gazeta Wyborcza 12.12.2011

Przedstawiciele krakowskich mediów pojawili się w budynku WSA przy ul. Rakowickiej jeszcze na długo przed rozpoczęciem rozprawy. Inwestor przywiózł ze sobą makietę Krakowa, na której dokończony już wieżowiec bez wstydu spogląda w kierunku "błękitka". Kilkadziesiąt minut później te plany legły w gruzach, a wraz z nimi nadzieje krakowian na to, że uda się odmienić los "szkieletora", obiektu, który od 32 lat jak stalowy kołek tkwi w pejzażu miasta.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie uchylił bowiem w poniedziałek decyzję o warunkach zabudowy, na podstawie której inwestor miał dokończyć budowę wieżowca, podnosząc go o dwie kondygnację. "Wuzetkę" zakwestionowało Towarzystwo na rzecz Ochrony Przyrody, które uznało, że jej wydanie odbyło się niezgodnie z zapisami ustawy o planowaniu przestrzennym.

Chodziło głównie o to, że w analizie urbanistycznej, przeprowadzonej na zlecenie wydziału architektury (na jej podstawie wydział wydaje decyzje o warunkach zabudowy w przypadku braku planów miejscowych), gdy ustalano maksymalną wysokość "szkieletora", odniesiono się do strojącego przy rondzie Grzegórzeckim "błękitka", co zdaniem towarzystwa było niezgodne z zasadą tzw. dobrego sąsiedztwa.

Sąd podtrzymał ten zarzut, doszukując się w analizie urbanistycznej wielu innych rażących uchybień. Są to m.in. zbyt duży obszar analizy, a także niewłaściwe określenie linii zabudowy, niejasne szerokości frontowej elewacji czy nawet duża dowolność w określeniu intensywności zabudowy projektowanego zespołu. Nie zabrakło również błędów we wniosku złożonym przez inwestora, a których nie dopatrzył się wydział architektury, jak np. niejednoznaczne określenie funkcji budynku. Krótko mówiąc: chodzi o podręcznikowe błędy, których mieli dopuścić się urzędnicy, wydalając decyzję o warunkach zabudowy na podstawie wadliwej analizy urbanistycznej i nieprecyzyjnego wniosku.

- Zła jakość analizy została zaakceptowana bezrefleksyjnie przez wydział architektury i - co gorsza - nie została zweryfikowana również przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze, które podtrzymało decyzję organu pierwszej instancji - stwierdził sąd, uchylając decyzję o warunkach zabudowy i przekreślając tym samym plany szybkiego dokończenia "szkieletora".

Przypomnijmy, że gotowy był już projekt, a jeszcze przed świętami inwestor chciał złożyć wniosek o pozwolenia na budowę, rozpoczynając prace rozbiórkowe. Sąd nakazał też zwrot na rzecz towarzystwa kosztów sądowych w wysokości... 500 zł.

- Tak inwestycję wartą miliony powstrzymało 500 zł i dwa arkusze papieru A4 złożone jako skargi do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, a potem do WSA - komentowano w kuluarach.

- Jestem zszokowany. Granica absurdu została przekroczona - powiedział chwilę po ogłoszeniu wyroku przez Wojewódzki Sąd Administracyjny Szymon Duda, jeden z udziałowców spółki TreiMorfa, właściciela szkieletora.

Wyrok WSA towarzystwo przyjęło ze spokojem. - Nie spodziewałem się innego rozstrzygnięcia, bo też trudno o bardziej spaprane postępowanie administracyjne niż to, które prowadzono w przypadku "szkieletora". Pytanie tylko, czy nie powinien teraz się tym zająć prokurator lub Centralne Biuro Śledcze. Trzeba dokładnie wyjaśnić, jak doszło do tak rażących naruszeń prawa - powiedział "Gazecie" tuż po wyjściu z sali rozpraw Mariusz Waszkiewicz, prezes Towarzystwa na rzecz Ochrony Przyrody. Jak dodał, sprawa "szkieletora" to nie kwestia dotycząca jego wysokości, lecz próba odpowiedzi na pytanie, czy Polska jest państwem prawa, czy nie. - Gdyby wyrok był inny, byłby to szkodliwy precedens dający sygnał innym inwestorom, że możliwe jest prowadzenie inwestycji bez stosowania się do zasady tzw. dobrego sąsiedztwa, o której mowa jest w ustawie o planowaniu przestrzennym - dodał Waszkiewicz.

Oficjalne oświadczenie właścicieli "szkieletora" dotyczące ich dalszych planów inwestycyjnych ma być znane we wtorek.

Również na wtorek zapowiedziała zwołanie w magistracie spotkania w sprawie "szkieletora" wiceprezydent Krakowa Elżbieta Koterba. - Proszę mi wierzyć, ja też jestem zdruzgotana. Znaleźliśmy się w trudnej sytuacji i zrobimy wszystko, co możliwe, aby to wyjaśnić - tłumaczyła. Dopóki nie pozna dokładnego uzasadnienia decyzji sądu, nie chce mówił o konsekwencjach wobec osób odpowiedzialnych za kompromitację miasta. Z pewnością jednak takie będą.



Z całym szacunkiem dla obydwu stron postępowania, ale de facto chodziło o wysokość, która rzekomo zagraża w znaczący sposób przyrodzie, czy tylko u zablokowanie projektu dokończenia budynku NOT-u???

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

fotoNEWS


Gazeta Wyborcza 28.07.2011

Po co Krakowowi dzielnice? Skoro okazało się, że nie mają żadnego obowiązku odpowiadać na skargi, wnioski czy petycje mieszkańców.

Na zdjęciu Ireneusz Kowalkowski, były radny dzielnicy IV, w tle gmach Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego przy ul. Rakowickiej 10.

niedziela, 5 czerwca 2011

stara fotografia


Pałac Mańkowskich zlokalizowany przy ul. Topolowej 5, obecnie mieści się tu Wojewódzki Sąd Administracyjny. W czasach PRL-u budynek był siedzibą Muzeum Lenina. Zdjęcie wykonano w 1903r. i pochodzi z kolekcji W. Kaczmarskiego i J. Sowińskiego.

Zdjęcie zaczerpnięte ze strony: www.wawel.net