piątek, 27 lipca 2012

przegląd prasy


Gazeta Wyborcza 20.07.2012

Rozmowa z Pawłem Hałatem prezesem stowarzyszenia Przestrzeń-Ludzie-Miasto.

Barbara Suchy: Trudno mi sobie wyobrazić miły spacer ul. Mogilską.

Paweł Hałat: W tym momencie mnie też. Liczne zwężenia chodnika, wiele odcinków jest tak pozastawianych samochodami, że trudno się przecisnąć, zieleni jak na lekarstwo. Do niedawna Mogilską traktowano prawie wyłącznie jako ulicę tranzytową. Oprócz os. Oficerskiego i kilku kamienic była całkiem zdegradowana. To zaczyna się zmieniać dzięki kolejnym inwestycjom. Lawinowo rośnie liczba użytkowników tej ulicy - pracowników biur, mieszkańców. Trzeba przestać traktować Mogilską jak peryferie, a pomyśleć o niej tak samo jak o Królewskiej. Przecież to analogiczna ulica prowadząca w przeciwnym kierunku, a różnica pomiędzy nimi jest miażdżąca.

Przebudowa Krakowskiego Szybkiego Tramwaju to wystarczający pretekst do takich zmian?

- To okazja jedna na 40 lat! Ulic nie przebudowuje się ot tak, co kilka lat. Pierwsze pięć lat to tzw. okres trwałości, potem normalne eksploatowanie to kilkanaście albo kilkadziesiąt lat. Nasze pokolenie kolejnych zmian na Mogilskiej doczekałoby na późnej emeryturze.

Miasto jest już po przetargu, najprawdopodobniej w sierpniu podpisze umowę i zacznie się remont. Próbujecie jakoś wpłynąć na urzędników?

- Wizualizacje, które stworzyliśmy, to nie projekt w sensie technicznym, ale próba wywołania dyskusji społecznej. Na naszej stronie internetowej [alejamogilska.pl - przyp. red.] jest petycja. Podpisało ją już 500 osób. Chcemy zyskać szerokie poparcie mieszkańców, liczymy na media. Potem skierujemy list otwarty do prezydenta. W inny sposób nie da się wpłynąć na zmianę myślenia o tej ulicy.

Co trzeba zmienić, żeby Mogilska odzyskała miejski charakter?

- Przede wszystkim proponujemy zawęzić jezdnię do jednego pasa w każdym z kierunków. Powstająca infrastruktura na wysokości ul. Meisnera i Lema wchłonie znaczną część ruchu, a jednocześnie będzie można poszerzyć chodniki i przeznaczyć część przestrzeni na miejsca parkingowe. Teraz, mimo że są dwa pasy, prawy często jest zastawiony przez wystające samochody albo dostawców. Kolejny element to drzewa - teraz prawie ich nie ma, oprócz kilku miejsc, w których budynki są nieco odsunięte od pierzei ulicy.

Ale to dodatkowe koszty przy przebudowie, na które miasto pewnie się nie zdecyduje.

- Takie zmiany nie podnoszą kosztów. Torowisko i jezdnia i tak będą gruntownie przebudowywane. Ale warto odejść od typowego w Krakowie sposobu myślenia o ulicach - projektujemy tory, potem jezdnię, zostaje kawałek na pas dla rowerzystów, a ostatni skrawek przeznaczamy na chodnik. Na razie plany miasta idą w tym właśnie kierunku. Wszyscy narzekają, że Mogilska jest paskudna, a zamiast ją zmienić, tę paskudną ulicę zakonserwujemy.

Niełatwo będzie przyzwyczaić mieszkańców do korzystania z Mogilskiej nie tylko w celu przejechania pomiędzy centrum a Nową Hutą.

- Sprzyjają nam tutejsze inwestycje, ulica będzie ożywać w naturalny sposób. W ciągu najbliższych kilku lat przybędzie tu kilka tysięcy mieszkańców. Od tego, jaka będzie ta ulica, zależy, czy będą z niej korzystać. Jeśli nie będzie przyjazna, zamiast pójść do sklepu za rogiem, wsiądą w samochód i pojadą do najbliższego supermarketu.

Są jakieś przykłady potwierdzające, że ulice da się w ten sposób zmieniać?

- W Wielkiej Brytanii, Irlandii, Francji znaleźliśmy sporo przykładów ulic całkowicie zdegradowanych, które odzyskały swój lokalny charakter. Tak było choćby z O'Connell Street - jednym z głównych bulwarów w Dublinie. Kiedyś była arterią tranzytową. Kilkanaście lat temu przebudowa wprowadziła nową jakość w tej zaniedbanej dotąd części miasta. To trzeba jednak zrobić w odpowiednim momencie, bo taka degradacja postępuje i z czasem Mogilską będzie jeszcze trudniej odzyskać dla mieszkańców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz