niedziela, 5 sierpnia 2012
przegląd prasy
Gazeta Wyborcza 4.08.2012
Nie wszystkie codzienne absurdy są warte wzmianki, jednak to, czego doświadczyłem dzisiaj, uważam za szczyt bezmyślności. Dla uściślenia, mamy obecnie 2012 r. Oto, co mnie spotkało w podróży na trasie Wrocław - Kraków - opisuje w liście do redakcji pan Łukasz.
Zależało mi na czasie i najszybszym środkiem transportu okazał się prywatny przewoźnik, który korzystał z dworca PKS we Wrocławiu. Jako iż jest to połączenie ekspresowe, nieprzewidujące postojów, postanowiłem skorzystać z dworcowej toalety we Wrocławiu, aby podróż upłynęła spokojnie.
Kiedy już udało mi się odnaleźć toaletę (którą wcale niełatwo odszukać!!), okazało się, że znajduje się tam mechanizm, w którym należy umieścić jednozłotową monetę i pociągnąć za klamkę. Straciłem 3 zł, a do toalety nie udało mi się dostać. Po wrzuceniu pieniędzy nie dało się bowiem drzwi otworzyć. Automat widać się zepsuł.
No nic, pomyślałem, skorzystam z toalety w autobusie, przecież są standardowym wyposażeniem produkowanych obecnie autokarów. Niestety, pan kierowca oznajmił mi, iż z toalet w autokarze nie można korzystać. Zaraz, zaraz! Toalety są dla podróżnych! Jednak nie w Polsce. Postojów po drodze nie planował, więc pozostało mi uzbroić się w cierpliwość i oczekiwać tabliczki z napisem "Kraków".
2 zł i ani grosza mniej...
Najważniejsza część mojej przygody miała miejsce po dojechaniu na miejsce. Po dotarciu na dworzec PKS w Krakowie błyskawicznie znalazłem toaletę. Oczywiście płatną. 2 zł. Niestety, wszystkie drobne straciłem we Wrocławiu, pozostało mi 1,8 zł.
Nadzorująca porządek w toalecie pani, nad którą wisiała tabliczka informująca o konieczności uiszczenia opłaty z góry, z radością poinformowała mnie, że nic ją nie interesuje brakujące 20 gr. Ma być równo 2 zł. Nie reagowała na prośby, obietnice, że zapłacę tuż po skorzystaniu. Byłem po całym dniu podróży, to fakt, jednak nadal nie uważam, że mój wygląd mógł w niej wzbudzić podejrzenia co do mojej szczerości.
W pewnym momencie przypominało to kopanie się z koniem. Sytuacja absurdalna, pozostało mi jedynie załatwić swoje potrzeby tam, gdzie stałem, czyli na zewnątrz dworca. Na szczęście znalazłem lokal gastronomiczny usytuowany tuż przy dworcu, w którym pracownicy bez problemów i z wyrozumiałością w oczach pozwolili mi skorzystać z toalety.
Jest to podstawowa potrzeba człowieka! Skoro policja wypisze mi mandat za załatwianie swoich potrzeb w miejscu publicznym, to, PROSZĘ, sprawcie, aby korzystanie z toalet na dworcach, lotniskach itd. odbywało się w normalnych warunkach.
Apele już nie pomogą
Nigdzie na świecie nie spotkałem się z taką arogancją i niezrozumieniem jak właśnie w tej sytuacji, w jednym z najbardziej reprezentacyjnych miejsc w Polsce, czyli właśnie w Krakowie. Pewnie, może jest to jeden przypadek na 1000, jednak osoby tak potraktowane będą miały raczej niemiłe wspomnienia, a zakładam, że każdemu może się to przytrafić.
Cała sytuacja obija się o brak 20 gr, do których turysta mógłby dołożyć kilkaset innych złotówek i zostawić w Krakowie. Zapewne niejeden wyda je w innym miejscu. Dodatkowo nie pojedzie tam już komunikacją zbiorową. Do mnie nie dotrą już apele, że jest bezpieczniej, ekologicznie, taniej i szybciej. Wszystkie te apele bledną w porównaniu z brakiem możliwości podróżowania w ludzkich warunkach na kilkusetkilometrowej trasie. Pociągiem czy autobusem. Lokalnym czy międzymiastowym.
Pozdrowienia dla Pani z dworcowej toalety. Nie życzę jej problemów, których przysporzyła mi na koniec podróży. Dobrze być w domu, prawda?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz